Supraśl - znów jest cerkiew. Konsekracja jednej z najstarszych cerkwi w Polsce.


Monaster Zwiastowania
Przenajświętszej Bogurodzicy







W monasterze w Supraślu k. Białegostoku została w niedzielę wyświęcona cerkiew Zwiastowania Najświętszej Maryi Panny - najważniejsza w tym męskim klasztorze. W 1944 roku Niemcy wysadzili ją w powietrze. Odbudowa i prace wykończeniowe trwały 37 lat.

Uroczystościom przewodniczył zwierzchnik Cerkwi w Polsce metropolita Sawa, w asyście hierarchów z kraju i zagranicy. Obecni byli m.in. przedstawiciele władz państwowych i samorządowych. Część wiernych przyjechała do Supraśla w autokarowych pielgrzymkach.

Ponad 500-letni męski klasztor w Supraślu, zwany Ławrą Supraską, jest jednym z najważniejszych cerkiewnych ośrodków życia monastycznego w Polsce.

Jego główna świątynia pw. Zwiastowania Najświętszej Marii Panny została wzniesiona w latach 1503-1510 w stylu gotycko-bizantyjskim. Niemal całkowicie zniszczona w czasie II wojny światowej (w 1944 r. wysadzili ją w powietrze wycofujący się hitlerowcy), została odbudowana; kamień węgielny pod odbudowę został wmurowany w 1984 roku.

Przez wiele lat trwały prace wykończeniowe, a od 2016 roku - również projekt odtworzenia XVI-wiecznych fresków zdobiących ściany świątyni, przy wykorzystaniu oryginalnych technik pracy na mokrym tynku, bo tak niegdyś powstały pierwotne polichromie w supraskiej cerkwi. Od kilku lat cerkiew jest wykorzystywana do celów religijnych, ale dotąd nie było uroczystości jej pełnego wyświęcenia.

Ordynariusz prawosławnej diecezji białostocko-gdańskiej abp Jakub odbudowę supraskiej cerkwi Zwiastowania NMP porównał do odbudowy Zamku Królewskiego w Warszawie, który po zniszczeniach wojennych zrekonstruowano i przywrócono do istnienia.

"Nasze wysiłki nie poszły na marne, odtworzyliśmy obiekt, który ma wyjątkowe znaczenie dla Supraśla, regionu, Kościoła prawosławnego i całego kraju. Niech służy następnym pokoleniom i świadczy o bogatej historii tych ziem. Jest bowiem cennym klejnotem w koronie dziedzictwa narodowego naszej ojczyzny" - mówił w czasie uroczystości abp Jakub.

Dziękował obecnemu metropolicie, a ówczesnemu ordynariuszowi prawosławnej diecezji białostocko-gdańskiej, za "odważną decyzję o odbudowie", działania związane z odzyskaniem dla Cerkwi tego terenu i późniejszą organizację prac.

Podkreślał, że to obiekt wyjątkowy nie tylko dla Kościoła prawosławnego w Polsce. Przypomniał, że monaster supraski odegrał znaczącą rolę w historii RP, był ośrodkiem duchowości, oświaty i kultury. To tu powstał XI-wieczny rękopis zwany Kodeksem Supraskim, XVI-wieczne supraskie freski i Irmologion Supraski, czyli oryginalny rękopis muzyczny.

Zwierzchnik Cerkwi w Polsce metropolita Sawa przypominał początki odbudowy, czas podejmowania takiej decyzji i wcześniejsze zabiegi o odzyskanie zrujnowanej nieruchomości, trudności z przygotowaniem projektu i późniejszym finansowaniem. Dziękował m.in. władzom państwowym poczynając od 1981 roku do obecnych, ale też wiernym i duchowieństwu, którzy wspierali budowę materialnie.

Abp Sawa podkreślał wyjątkowość cerkwi Zwiastowania NMP w Supraślu. "Więcej takiej świątyni prawosławnej w RP nie ma (...), kryje się w niej historia i dusza prawosławia. Odrodziło się to, co było zniszczone i wzbudziło nadzieję tam, gdzie jej nie było" - mówił.

Określił odbudowaną cerkiew w Supraślu mianem "pomnika dla przyszłości i świadectwem przeszłości", mówił o jej wyjątkowej wartości zabytkowej, ale też ogromnym znaczeniu religijnym Supraśla jako ośrodka duchowości prawosławia. Podobnie jak abp Jakub, przypominał znaczenie monasteru dla kultury narodowej, np. jako miejsca tworzenia zabytków piśmiennictwa czy ikonografii.

"Przywracamy tę świątynię prawosławiu i kulturze naszej ojczyzny" - mówił zwierzchnik polskiej Cerkwi.

W liście do uczestników uroczystości prezydent RP Andrzej Duda napisał, że 77 lat temu miał miejsce szczególnie tragiczny epizod w ponad pięćsetletniej historii Supraskiej Ławry; podkreślił, że niedzielna uroczystość na wymiar symboliczny.

"Jest świadectwem duchowego odrodzenia i materialnego wzrostu Polskiego Autokefalicznego Kościoła Prawosławnego, chrześcijańskiej wspólnoty wiary i wartości, której liczni wierni wspaniale służyli i nadal służą RP, budując jej pomyślną przyszłość oraz powiększając jej dobra duchowe" - napisał prezydent.

"Ufam, że ta podniesiona ze zgliszczy świątynia, będzie przestrzenią, w której będzie się umacniał chrześcijański duch braterstwa, jedności i umiłowania naszej ziemskiej ojczyzny" - dodał Andrzej Duda w liście odczytanym przez sekretarza stanu w Kancelarii Prezydenta Adama Kwiatkowskiego. W imieniu prezydenta przekazał on klasztorowi łampadę - lampkę oliwną do cerkwi.

Wojewoda podlaski Bohdan Paszkowski gratulował, że mimo trudności i przeciwności udało się inwestycję zakończyć. Wyraził nadzieję, że będzie to miejsce ważne na mapie religijnej nie tylko dla prawosławnych, ale dla "wszystkich osób, które są wrażliwe na głos Boga, które w życiu poszukują takiego uporządkowania, hierarchii wyrastającej z Ewangelii".

Marszałek województwa podlaskiego Artur Kosicki określił supraski monaster mianem "perły duchowej polskiego prawosławia". Przypomniał, że samorząd regionu wspiera inicjatywy polskiej Cerkwi, również prace rekonstrukcyjne głównej świątyni. "Przykładamy dużą wagę do współpracy z naszymi prawosławnymi braćmi w wierze" - zapewniał.

Przedstawiciele polskiej Cerkwi liczbę wiernych w kraju szacują na 450-500 tys. osób; przyjmuje się, że największe w kraju skupiska prawosławnych są w województwie podlaskim. Według danych GUS, w ostatnim spisie powszechnym (dane te uznawane są przez hierarchów za niemiarodajne), przynależność do Kościoła prawosławnego zadeklarowało 156 tys. osób.

Największe w kraju skupiska prawosławnych są w województwie podlaskim.


podano za Gościem Niedzielnym - W Supraślu znów jest cerkiew (gosc.pl)


o. Pio i ikona Świętej Rany Ramienia Chrystusa - medytacja, świadectwo, wyznania.

 



Ikona Świętej Rany Ramienia Chrystusa


Jak pieczęć na Twoim Ramieniu... (por. Pnp 8, 6)

Niedawno moją uwagę zwróciła piękna ikona Chrystusa pochodząca z Ukrainy. Jego Święte Oblicze pełne jest łagodności i miłości, a na rękach widoczne są rany po gwoździach. Pan Jezus odsuwa delikatnie szatę na prawym ramieniu i ukazuje ukrytą ranę. Tym gestem Zbawiciel pragnie zwrócić naszą uwagę i przypomnieć o tej ranie spowodowanej ciężarem niesionego krzyża.

Tajemnicę nieznanej i bolesnej Rany Świętego Ramienia objawił Pan Jezus Św. Bernardowi z Clairvaux podczas jednej z jego wizji. Św. Bernard zapytał, która z Ran podczas Jego Męki była najbardziej bolesna, wtedy Pan Jezus odpowiedział mu w takich słowach: "Miałem ranę na ramieniu, spowodowaną dźwiganiem krzyża, na trzy palce głęboką, w której widniały trzy odkryte kości. Sprawiła Mi ona większe cierpienie i ból, aniżeli wszystkie inne. Ludzie mało o Niej myślą, dlatego jest nieznana, lecz ty staraj się objawić ją wszystkim chrześcijanom całego świata”.

Niezwykle wymowna będzie tutaj wypowiedź abp Karola Wojtyły, późniejszego papieża Jana Pawła II, dotycząca jego spotkania z Ojcem Pio:

„Zapytałem go tylko: który ze stygmatów sprawia największy ból. Byłem przekonany, że to ten na sercu. Ojciec Pio bardzo mnie zaskoczył, mówiąc: „nie, najbardziej boli mnie ten na ramieniu, o którym nikt nie wie, i który nie jest nawet opatrywany”.

Potwierdzeniem tych słów jest świadectwo Brata Modestio z Pietrelciny: „Któregoś wieczoru w 1947 roku Ojciec Pio wyznał mi, że jednego z największych cierpień doświadcza, gdy zmienia sobie podkoszulek. Przyglądając się z większą uwagą jednej z używanych przez niego wełnianych koszulek, zauważyłem, ku memu wielkiemu zdumieniu, na wysokości prawego obojczyka ślad kolistej krwawej wybroczyny o średnicy około dziesięciu centymetrów. Zabłysła mi myśl, że ból, na który skarżył się Ojciec Pio, mógł pochodzić od tej tajemniczej rany na ramieniu. Byłem wstrząśnięty i zakłopotany. Jeśli w Ojcu Pio powtarzały się wszystkie cierpienia męki, nie można wykluczyć, że cierpiał także z powodu rany na ramieniu. Cierpliwa kontemplacja Chrystusa obarczonego ciężkim drzewem, a jeszcze bardziej obciążonego naszymi grzechami naznaczyła jego ramię kolejną raną, bólem mistycznym i fizycznym. Teraz już, dzięki mojemu przyjacielowi lekarzowi, miałem na ten temat jasne lub prawie jasne wyobrażenie. U obarczonego krzyżem Jezusa wystąpiło na ramieniu zniszczenie naskórka i tkanki podskórnej. Ciężar drewna oraz tarcie twardego krzyża o tkanki miękkie wywołało mięśniową ranę urazową, ze skutkiem bólowym spowodowanym zapaleniem nerwu kostnego.

Również inny kapucyn, ojciec Pellegrini Funicelli, który przez lata asystował Ojcu Pio, wyznał mi, że pomagając Ojcu w zmianie podkoszulki, prawie zawsze zauważał na ramieniu okrągłą krwawą wybroczynę.

Potwierdzenie, jakże dla mnie ważne, uzyskałem zresztą od samego Ojca Pio. Wieczorem, przed zaśnięciem, z wielką wiarą zwróciłem się do niego z modlitwą: Drogi Ojcze, jeżeli naprawdę miałeś ranę na ramieniu, daj mi tego znak. Zasnąłem. Dokładnie o pierwszej pięć tamtej nocy, gdy spokojnie spałem, obudził mnie nagły, ostry ból w barku. Jakby ktoś nożem odzierał mi z ciała kość obojczyka. Myślę, że gdyby ten ból trwał jeszcze kilka minut, umarłbym. Równocześnie usłyszałem głos, który mówił: „Ja właśnie tak cierpiałem!” I otoczył mnie intensywny zapach, który wypełnił całą moją celę. Poczułem, jak me serce przepełnia miłość Boga. Doświadczyłem dziwnego uczucia: ciało pragnęło uwolnić się od tego nieznośnego cierpienia, lecz dusza w niewytłumaczalny sposób domagała się go. Było ono bardzo przykre, a zarazem tak słodkie. Już rozumiałem! Zmieszany bardziej niż zwykle, miałem pewność, że Ojciec Pio miał nie tylko stygmaty na dłoniach, stopach i boku. Że nie tylko doświadczał biczowania i cierniem koronowania. Ale, że ten nowy Cyrenejczyk przez lata w imieniu wszystkich i dla wszystkich pomagał nieść Jezusowi krzyż naszych grzechów i win, naszej nędzy.
A ta koszula była tego niezatartym śladem”.

Ojciec Pio mówi: „To za moich braci, za cały świat poświęcam samego siebie. W tym usposobieniu każdego dnia przystępuję do ołtarza ofiarnego, każdego dnia przyjmuję postawę pokornego Cyrenejczyka, by dźwigać krzyż grzechów moich braci”.

Święty Stygmatyk był dla Chrystusa prawdziwym Cyrenejczykiem, gdy stawał codziennie przy ołtarzu Bezkrwawej Ofiary Krzyża i odtwarzał w sobie Mękę Chrystusa na Kalwarii; gdy rozpalony ogniem Chrystusowej miłości i palącym pragnieniem zbawienia dusz stał się prawdziwym więźniem konfesjonału i nieustannie trwał na modlitwie ściskając w dłoniach paciorki różańca.

Jak wiele mówi nam ta Święta Rana na ramieniu Chrystusa. Trzeba nam dobrze zrozumieć jej orędzie. Do wszystkich grzeszników i do każdego z nas, Jezus zdaje się mówić: „Kocham ciebie i wiem o wszystkich twoich ranach. Także tych najbardziej bolesnych, najbardziej ukrytych i wstydliwych (por. J 4, 17-19. 39; 21, 17). Zanurz je w Moich Świętych Ranach (por. Iz 53, 5), a znajdziesz ukojenie dla swej duszy i doświadczysz słodyczy Mego miłosierdzia (por. Mt 11, 28-30; Łk 7, 48-50).

Kilka lat temu na łamach katolickiego pisma „Miłujcie się!” (nr 3 – 2008) ukazało się świadectwo zatytułowane „Jezus opatrzył moje rany, uleczy i Twoje!”. 39 – letnia Janina opowiada:

„Wychowałam się w rodzinie z problemem alkoholowym. […] Ta domowa rana rosła wraz ze mną. Odkąd sięga moja pamięć, brakowało mi poczucia bezpieczeństwa, spokoju wewnętrznego i pewności siebie. […]Po studiach spotkałam mężczyznę, o 13 lat starszego ode mnie, imponował mi pewnością siebie, obyciem wśród ludzi, poczuciem humoru. Z głodu miłości przylgnęłam do niego całym swym sercem i prędko zamieszkaliśmy razem. […] Po jakimś czasie się rozstaliśmy - ale tylko dlatego, że on twierdził, że "mnie nigdy nie kochał". Czułam się brudna, wykorzystana, pusta w środku... Towarzyszyło mi poczucie winy i obrzydzenie do samej siebie. W ciągu kilku tygodni dokonało się totalne spustoszenie w mojej i tak już cierpiącej duszy. Wiedziałam, że straciłam coś cennego, co miało być darem tylko dla mojego przyszłego męża. To ból trudny do opisania. Zrozumiałam wówczas, że osiągnęłam swoje dno i że tak dalej być nie może, że muszę coś zrobić ze sobą, dla siebie, że chcę Bogu wynagrodzić ten upadek. Przystąpiłam do spowiedzi. Zaczęłam jeździć na rekolekcje. […] Intensywne życie modlitewne pozwoliło mi otworzyć serce i Pan Bóg stał się centralną Osobą mojego życia. Głęboko doświadczyłam Bożej miłości i szacunku, jaki ma Bóg Ojciec dla każdego swojego dziecka. […] Chciałabym powiedzieć wszystkim osobom z rodzin dysfunkcyjnych, wszystkim poranionym, pogubionym i odrzuconym: Pan Bóg pragnie leczyć Wasze rany każdego dnia. Pozwólcie Mu na to! […] Mimo bolesnej przeszłości możecie kochać i być szczęśliwi!”.

Święta Rana na Ramieniu Chrystusa mówi nam, że On sam najpierw stał się naszym Cyrenejczykiem, gdy z miłości wziął na siebie ciężar naszych słabości, i został przebity za nasze grzechy. Miłosiernie pochylił się nad nami, biednymi grzesznikami, aby Krwią swoich Ran uleczyć rany naszej duszy. On nigdy nas nie opuści, nie ulegnie zniechęceniu, nie przekreśli, nie potępi (por. J 8, 1-11). „Nie bój się! Ja jestem z tobą w twoim cierpieniu i w twojej słabości. Zaufaj Mi i wesprzyj się na Moim Ramieniu” – mówi Miłosierny Jezus. Spójrz na Moją Ranę niesionego krzyża!... Położyłem cię jak pieczęć na moim ramieniu (por. Pnp 8, 6). Niosę cię nieustannie na moich barkach, jak ojciec niesie swoje dziecko. Wziąłem na siebie wszystkie twoje słabości i nosiłem twoje choroby (por. Mt 8, 17). Ja sam opatrzę i uleczę wszystkie twoje rany (por. Iz 30, 26).

Boski Odkupiciel zaprasza nas dzisiaj do rozważania sercem tajemnic swej drogi krzyżowej, do modlitewnego wejścia w przepaść Jego bolesnej męki, odkrywa przed nami swoje Święte Rany, abyśmy poznali i uwierzyli Jego miłości, i doświadczyli mocy Bożego Miłosierdzia.

On pierwszy nas umiłował, gdyśmy jeszcze byli grzesznikami. Ta Jego zawsze uprzedzająca miłość pociąga i przynagla nas do zerwania z grzechem i odważnego wejścia na drogę osobistego nawrócenia i pokuty. W ten sposób staniemy się dla Jezusa prawdziwymi Cyrenejczykami.

Jak wiele mówi ta ukryta Rana na ramieniu Chrystusa tym wszystkim, którzy dźwigają codziennie krzyż swej choroby, kalectwa, podeszłego wieku i samotności ukryci w czterech ścianach swego domu, w szpitalnych salach, domach Pomocy Społecznej.

Święta Rafka z Zakonu Libańskich Mniszek Maronickich miała wielkie nabożeństwo do Ran Chrystusa Pana. Rozpalona ogniem Bożej miłości często powtarzała siostrom, aby nie zapomniały o tej Ranie Pana Jezusa, jaka powstała na Jego ramieniu od dźwigania krzyża. Podczas długotrwałej i bolesnej choroby łączyła się z Jego zbawczą Męką. Najpierw utraciła wzrok, potem została sparaliżowana, w końcu poruszała tylko ustami i palcami, którymi przesuwała paciorki różańca. Cierpienie przyjęła dobrowolnie, bo chciała w ten sposób pomóc Jezusowi w niesieniu krzyża. Przy klasztorze w którym żyła święta Rafka umieszczona została biała figura przedstawiająca postać zakonnicy dźwigającej na prawym ramieniu krzyż.

Do każdego z nas Chrystus kieruje pełne miłości wezwanie: „Weź swój krzyż na ramiona (por. Łk 9, 23), przyjmij Moje jarzmo na siebie (por. Mt 11, 29) i pomóż Mi zbawiać świat – połącz swoje ludzkie trudy, cierpienia i choroby z Moją bolesną Męką (por. Kol 1, 24), a staniesz się Moim Cyrenejczykiem (por. Mt 27, 32; Mk 15, 21; Łk 23, 26)”.

Kiedyś bardzo ciężko chory chłopiec zapytał swoją mamę: Mamusiu, dlaczego mnie tak boli? Kobieta objęła go z miłością i odpowiedziała pytaniem: a gdyby Pan Jezus poprosił cię, byś cierpiał dla Niego, czy zgodziłbyś się? Tak – odpowiedział chłopczyk. No to Cię poprosił. Bracie i siostro, a gdyby ciebie Chrystus poprosił?

O czym jeszcze pragnie nam dzisiaj przypomnieć Boski Odkupiciel?

Chrystus odsłania przed nami ukrytą Ranę na swoim ramieniu i wzywa: „Bądźcie naśladowcami Moimi – jeden drugiego brzemiona noście, i tak wypełnicie przykazanie Mojej Miłości”.

Najsłodszy Jezus to Boski Cyrenejczyk dla każdego z nas, zawsze i we wszystkim. On nigdy nie zawodzi! O tym wszystkim przypomina nam Rana Miłości na Ramieniu Pana.

Powinniśmy zapytać: w jaki sposób możemy odpowiedzieć na tę miłość Chrystusa? Możemy, najmilsi, odpowiedzieć na tę miłość stając się Cyrenejczykiem dla Jezusa cierpiącego w drugim człowieku. Albowiem On rzekł: „Wszystko, co uczyniliście jednemu z tych braci Moich najmniejszych, Mnieście uczynili”.

Św. Jan Boży, Patron chorych i pielęgniarzy, miał zwyczaj myć nogi każdemu choremu trafiającemu do szpitala. Jakże się zdziwił, gdy podczas tej czynności u jednego z biedaków dostrzegł na stopach stygmaty Chrystusa. Zobaczył również poświatę wokół głowy mężczyzny i usłyszał słowa: „Janie cokolwiek dobrego czynisz ubogim i chorym, Mnie samemu czynisz”. Zaraz potem widzenie znikło.

Wspaniały przykład takiej właśnie wiary i miłości daje nam także święty Kamil de Lelli. Opatrzność posłużyła się ropiejącą, trudną do zagojenia raną w nodze, aby znalazł się on w szpitalu św. Jakuba w Rzymie", gdzie oddał się posłudze chorym, zwłaszcza tym najcięższym przypadkom, w których widział Jezusa. Szpital stał się dla niego domem, a leczeni w nim chorzy - rodziną. Oddając się bezgranicznie chorym i cierpiącym odnajduje w ich przepełnionych bólem twarzach oblicze samego Chrystusa. Chce im służyć i dla nich tylko żyć.

Założył zakon posługujących chorym, zwanych kamilianami, którzy na swych habitach noszą wielkie czerwone krzyże, "aby przypominać samym sobie i wszystkim, że Chrystus jest boskim lekarzem, prawdziwym uzdrowicielem ludzkości”.

„Daj Boże, abym mógł umierać z rękami zniszczonymi przez miłosierdzie” – mówił Święty.

„Że też nie mam stu ramion, aby nieść pomoc tym biednym, którzy wzywają pomocy”.

Przykładem może być dla nas także wspomniany już wcześniej Święty Ojciec Pio. Z jego inicjatywy w San Giovanni Rotondo w 1956 roku powstał Dom Ulgi w Cierpieniu.

Zakonnik bardzo pragnął, by pracujący w nim lekarze i pielęgniarki oraz personel pomocniczy żyli świadomością, że „w każdym potrzebującym pomocy jest obecny Chrystus”, że trzeba jednocześnie leczyć ciało i duszę człowieka. Myślał również o stworzeniu w szpitalu prawdziwej wspólnoty ludzi – tych, którzy troszczą się o chorych, i tych, którzy są leczeni. Źródła tej wspólnoty upatrywał w miłości do Chrystusa ukrzyżowanego, wyrażanej poprzez świadectwo ofiarnej służby pracowników szpitala. Mówił o tym, podkreślając potrzebę miłości: „Miłość Boga winna być źródłem siły dla duszy chorego, miłość do Jezusa ukrzyżowanego posiadać winny osoby opiekujące się chorymi na duszy czy na ciele. Tutaj chorzy, lekarze, księża powinni być oazą miłości, która im bardziej będzie pełna w każdym z nich, tym łatwiej będzie przekazywana”.

Ojciec Pio przypomniał o szczególnych obowiązkach lekarza, płynących z miłości do pacjentów i wiary w Boga: „Waszym obowiązkiem jest leczyć chorych. Jeśli jednak do łoża chorego nie zaniesiecie miłości, to wątpię, czy zdołacie spełnić swą posługę... Miłość wyrażona słowem nie może być mniejsza od tej wyrażonej w konkretnym czynie... Zanieście więc chorym nadzieję, zanieście chorym Boga”.

Zgodnie z wolą Ojca Pio pomocy udzielano wszystkim, którzy się zgłosili do szpitala, bez względu na ich stan, pochodzenie czy majętność. Biednych leczono bezpłatnie. Personel szpitala miał służyć każdemu choremu człowiekowi, tak jakby służył samemu Chrystusowi.

Ojciec Pio był nie tylko inicjatorem Domu Ulgi w Cierpieniu, zabiegał także o jego rozwój i troszczył się o chorych, którym oprócz pocieszenia i modlitwy udzielał błogosławieństwa, Komunii Świętej, a z okazji uroczystości odprawiał Mszę Świętą i organizował procesje z Najświętszym Sakramentem po wszystkich oddziałach szpitala. Do końca pozostał wierny swej duchowej posłudze wobec chorych przebywających w szpitalu, o czym zapewnił ich jeszcze w przemówieniu inauguracyjnym: „Ja zaś, nieużyteczny sługa Jezusa Chrystusa, będę wspierał to dzieło nieustanną modlitwą i zawsze polecał chorych i cierpiących miłosierdziu Bożemu”.

Po roku okazało się, że szpital nie jest w stanie pomieścić wszystkich chorych. W takiej sytuacji Ojciec Pio postanowił: „Postawcie nowe łóżka, zlikwidujcie pomieszczenia biurowe, a nigdy nie mówcie chorym: nie! Chorym nie można odmówić niczego”. Kiedy okazało się, że takie rozwiązanie nie przynosi oczekiwanych rezultatów, Zakonnik zadecydował o powiększeniu szpitala.

W 1966 roku otwarto nowe skrzydło budynku, które mogło pomieścić 600 chorych. Wkrótce jednak pojawiły się zarzuty, że szpital jest zbyt luksusowy i nowoczesny. Ojciec Pio skwitował je słowami: „Zbyt luksusowy? Gdyby to było możliwe, to bym ten dom zbudował ze złota..., gdyż chorym jest Jezus, a to wszystko tak mało, cośmy uczynili dla Pana”.

Jak uczy papież Franciszek: „Chodzi o ciało twojego brata poranionego, bo jest głodny, spragniony, nagi, ponieważ jest upokorzony, bo jest zniewolony, uwięziony, bo jest w szpitalu. To są dzisiaj rany Jezusa, które musimy otoczyć czułością, troskliwie leczyć i całować” – mówi Papież.

Do tego wzywa nas dzisiaj Chrystus ukazując świętą ranę - „pieczęć” miłości – na swoim ramieniu. Naśladujmy tę Miłość każdego dnia! Pomagajmy w niesieniu tej Miłości… wszystkim ludziom!

Za Świętym Opatem z Clairvaux wołajmy:

”O Najukochańszy Jezu, Najcichszy Baranku Boży, ja biedny grzesznik pozdrawiam i czczę tę Ranę Twoją Świętą, która Ci sprawiła ból bardzo dotkliwy, gdyś niósł Krzyż ciężki na Swym Boskim Ramieniu. Ból cięższy i dotkliwszy, niż inne Rany na Twoim Świętym Ciele. Dziękuję Ci za tę najgłębszą i najdotkliwszą Ranę Twego Ramienia. Pokornie proszę, abyś dla tej srogiej boleści Twojej, którą w skutek tej Rany cierpiałeś i w Imię Krzyża Twego ciężkiego, któryś na tej Ranie Świętej dźwigał, ulitować się raczył nade mną nędznym grzesznikiem, darował mi wszystkie grzechy i sprawił, abym wstępując w Twoje Krwawe Ślady doszedł do szczęśliwej wieczności. Amen”.



(na podstawie strony: Sanktuarium Matki Bożej Bolesnej w Oborach (obory.com.pl)  o. Piotr Męczyński O. Carm.).

W następnym blogu o własnych wrażeniach oraz przeżyciach podczas pisania ikony Najświętszej Rany Ramienia Chrystusa. 
Już dziś zapraszam....

c.d.n................

Deon czy Demon? Refleksja nas słusznością oceny ikony Kiko Arguello przedstawiona w artykule pt. "Oczy wypełnione ciemnością" (c.d. cz. III)

Ostatecznie jako odpowiedź na zarzuty znajdujące się w artykule "Oczy wypełnione ciemnością" zamieszczone w czasopiśmie katolickim Deon (tutaj: Oczy wypełnione ciemnością (deon.pl) ), publikuję artykuł wyjaśniający znaczenie ikony we tajemniczeniu w chrześcijańskie, jakim posługuje się Droga Neokatechmenalna. Składam serdeczne podziękowania za możliwość publikowania tego artykułu administratorowi fanpage Droga do Drogi Neokatechumenalnej znajdującej się na Facebooku (link do fanpage fb: Droga do Drogi Neokatechumenalnej | Facebook ). Bardzo przepraszam za wynikłe  błędy w redakcji tekstu, które być może postały podczas tłumaczenia z języka  hiszpańskiego na polski.






Obraz Kiko Argüello w kaplicy Domus Galilaeae
 
Ogólne założenie

Obraz Kiko Argüello, inicjatora Drogi Neokatechumenalnej wraz z Carmen Hernandez, wpisuje się w tradycję ikonografii orientalnej. To tradycja, którą Zachód utracił i ważne jest, aby ją odzyskać w momencie głębokiego kryzysu estetycznego w zachodniej sztuce sakralnej.

Na Wschodzie ikonografia nie jest elementem pomocniczym, ozdobą, która jest celem samym w sobie, ale integralną i istotną częścią liturgii: jest zapowiedzią, głoszeniem Jezusa Chrystusa. Wszystkie wielkie kościoły wschodnie są bogate w ikony, a na początku każdej „boskiej liturgii”, czyli Eucharystii, następuje okadzenie ikon, które są zapowiedzią rzeczywistości nieba. Obfitujące w ikony, w tle, w zdobieniach, na obrazach złoto oznacza zapowiedź niebiańskiej rzeczywistości. Malarz nie może więc robić tego, co chce, pofolgować sobie, jak wierzy, być może w imię rzekomej autonomii artystycznej prawdy, jak mówią niektórzy artyści. Każdy temat sakralny (np. Zwiastowanie) dla malarza orientalnego charakteryzuje się kompozycją, serią wcześniej ustalonych, tradycyjne, już utrwalone obrazy w swego rodzaju kanonie. Aby malować, musi najpierw otrzymać mandat od biskupa. Potrzebne jest wtedy poważne przygotowanie duchowe: malarz modli się, pości, spowiada się, komunikuje i żyje w tym okresie z wielką intensywnością. 
 
Na Wschodzie jest wielu świętych, którzy malowali ikony. Wreszcie malarz nie maluje powierzonego mu tematu tak, jak sobie tego życzy, ale odbiera go z tradycji ikonograficznej i nadaje kanoniczność całemu szeregowi już utrwalonych elementów. Jaki jest zatem wkład artysty? Na przykład będzie  wkładał w formę, jaką nadaje tej kompozycji, w doborze i rozłożeniu kolorów, ciepłych i zimnych, w projektowaniu twarzy, w skrócie we wszystkim, co może umieścić w tych tradycyjnych liniach. Ten punkt jest niezbędny. 

Wspomniano właśnie o bardzo poważnym kryzysie, który charakteryzuje Zachód, także estetycznym. Dotyczy to zarówno ikonografii, jak i architektury sakralnej. Również w tej ostatniej dziedzinie każdy ma tendencję do robienia tego, co chce, nie biorąc pod uwagę przy budowie kościoła, jak ludzie powinni się gromadzić w tym kościele, czym naprawdę jest zgromadzenie ludu Bożego. Dlatego Kiko Argüello poczuł potrzebę nawiązania do tradycji wschodniej, która jest najstarsza w dziedzinie ikonografii. Tutaj cała sztuka służy ludowi Bożemu, który jest Ciałem Chrystusa. Widać to również z perspektywy. Zgodnie z klasyczną perspektywą punkt zbieżności orientalnej ikonografii nie znajduje się w obrazie, ale w widzu. Obraz zbiega się poza sobą, coś zapowiada tym, którzy na niego patrzą, zadaje pytania, zmusza do pytania. Zapowiedź ma mocną wartość kerygmatyczną. Obraz jest zapowiedzią, która dociera do tych, którzy go oglądają, dociera do tych, którzy stoją przed nim.

Sztuka zachodnia, przynajmniej już jako Giotto, doświadczyła stopniowego odchodzenia od utartych wzorców tradycji wschodniej, swego rodzaju stopniowej separacji. Doprowadziło to z czasem do zmiany perspektywy, do wprowadzenia perspektywy geometryczno-naukowej, która ma swój punkt zbieżności w ramach obrazu. W ten sposób obserwator zostaje wprowadzony w obraz lub fresk, który następnie przedstawia przeszłe, zakończone, mityczne lub historyczne wydarzenie. Powstaje cezura między życiem patrzącego a przedstawionym obrazem. Krótko mówiąc, istnieje postawa, którą moglibyśmy nazwać niemal archeologiczną, w tym sensie, że obraz jest w pewien sposób zdegradowany do przeszłości, która jest zamknięta i wyraźna. W tradycji orientalnej malarz ma jednak zupełnie odwrotne nastawienie.

Wyjaśnienie obrazu. Medytacja ikony.

Przejdźmy do tematu obrazu. Wybór tematu Sądu Uniwersalnego jest bardzo ważny. Jesteśmy bowiem na Górze Błogosławieństw i na tej górze Jezus Chrystus nie tylko wygłosił Kazanie na Górze, ale według niektórych egzegetów Pisma Świętego wysłał także apostołów z Galilei na cały świat: " Idźcie więc i czyńcie uczniów ze wszystkich ludzi, chrzcząc ich w imię Ojca, Syna i Ducha Świętego, ucząc ich przestrzegać wszystkiego, co wam przykazałem: oto jestem z wami przez wszystkie dni, aż do śmierci. koniec świata ”(Mt 28,19-20), to znaczy do powrotu Chrystusa. Jezus Chrystus nie tylko wysłał stąd apostołów na cztery strony ziemi, ale zjednoczy ich ponownie przy końcu czasu. Wierzymy, że nastąpi sąd: to jest dogmat, Jego królestwu nie ma końca ”. Posłanie dokonane przez Chrystusa na Górze Błogosławieństw jest zatem bardzo ważne, ponieważ apostołowie już niosą sąd aż po krańce świata. Jest to sąd, przez który również częściowo przeszliśmy. ponieważ gdy głoszenie Ewangelii dotarło do każdego z nas, ta Dobra Nowina dokonała sądu nad naszym życiem, doprowadziła nas do prawdy. Sąd ten polegał na ukazaniu wszystkiego, co było w nas, wszystkiego, co zostało złożone i ukryte w najbardziej pokręconych zawiłościach naszej historii tj.: hipokryzja, oszustwo, złudzenia, wszystko wyszło po trochu, walką, ale też jakimś sądem, a sąd Boży nad tym konkretnym życiem był sądem miłosierdzia.

Aby namalować ten uniwersalny sąd, Kiko Argüello przestudiował wiele orientalnych ikon na ten temat, aby uchwycić istotne elementy, linie kompozycyjne utrwalone w tradycji. Ostatecznie wybór padł na ikonę z XVI wieku, typowy przykład tradycji rosyjskiej, która przedstawia sąd ostatniej godziny ludzkości, nie pozwalając, aby pojawił się niepokój czy strach, który może zwyciężyć siły zła. Ten obraz jest owocem pracy Kiko z grupą braci, która trwała dwa tygodnie, jest głęboką syntezą katechetyczną, całkowicie opartą na Piśmie Świętym. Zobaczmy pojedyncze elementy.

Postacie są ściśle rozmieszczone w różnych porządkach, w oparciu o ich znaczenie. Centralnym elementem kompozycji jest mardorla Boga Ojca, do której zbiegają się wszystkie inne plany. W rzeczywistości przestrzeń nie jest podzielona na poziome pasy, jak to zwykle bywa na ikonach, ale na zakrzywione pasy, które podkreślają napięcie wobec Boga. Ojciec jest przedstawiony jako starszy w szczerej szacie i białych włosach i jest zwieńczony ciemnoniebieską i jasnozieloną podwójną aureolą (znak niedostępności boskości). To z kolei jest otoczone trzema okręgami wskazującymi na różne niebiosa, wewnątrz których, w niektórych medalionach, przedstawione są niebiańskie hierarchie. W skrajnym kręgu, po lewej stronie, znajduje się postać ludzka z otwartym zwojem. To jest prorok Daniel. Odniesienie jest do rozdziału 7 Księgi Daniela, w którym prorok ma wizję starca: „Jego szata - mówi Daniel - była biała jak śnieg, a włosy na jego głowie jak wełna” (7,9); przed tą postacią „tu pojawia się na chmurach nieba jeden jak syn człowieczy” (7, 13). Ewangelie pokazują, jak Jezus Chrystus zastosuje do siebie tę tajemniczą postać, o której mówi prorok Daniel: Chrystus nazwie siebie „Synem Człowieczym”, przyjmując tę ​​postać i proroczą rzeczywistość Starego Testamentu i przedstawiając się ludowi Izraela także w tym aspekcie jako Tego, który doprowadza do wypełnienia Prawa i Proroków.

Nad wizerunkiem Ojca znajduje się aureola z trójnożnym szkłem wewnątrz wypełnionym krwistoczerwonym płynem. Być może w oryginalnej ikonie jest to aluzja do kielicha Salomona, który jest zapowiedzią kielicha eucharystycznego, krwi Chrystusa, który odkupił świat: w ten sposób tajemnica Wcielenia, miłości Boga do człowieka, znajduje się na szczycie niebiańskiej wizji. Ale ten kielich jest także kielichem sprawiedliwości Bożej. W księdze proroka Jeremiasza, proroka żyjącego w burzliwym i strasznym okresie, często mówimy o kielichu Bożej sprawiedliwości, o Bożym gniewie, o kielichu, który Bóg da do picia narodom. O tym kielichu jest mowa w Ewangelii: „Ojcze mój, jeśli to możliwe, niech minie mnie ten kielich!” Nie tak, jak ja chcę, ale jak chcesz! ”(Mt 26. 39) Kielich jest również obecny pod względem architektonicznym w konstrukcji o wysokości siedmiu metrów, która znajduje się poza Domus Galilaeae. Czerwień tego kielicha dominuje nad całym obrazem, otaczając Ojca, Syna i otwierając się pośrodku w rodzaj gwałtownej czerwonej rzeki, która spływa do piekła. W rzeczywistości sprawiedliwość Boża pochodzi z nieba na ziemię.

Bóg stworzył wszechświat i ziemię z ogromną miłością i wielką harmonią. Istnieje mądra i głęboka równowaga, która obejmuje wszystko, zaczynając od kolorów (na przykład dla każdej czerwieni występuje uzupełniający się rodzaj zieleni), tak że wszystko odnosi się do innego, w polichromii i wspaniałej polifonii: błękitne niebo, zieleń gałęzi drzew, surowe i nieprzepuszczalne góry, wszystko śpiewa i głosi piękno dzieła Bożego. Ale to piękno jest także oznaką ogromnej miłości Boga, Jego nieskończonej dobroci dla człowieka ( universalia in unum convertuntur). Ta miłość Boga do człowieka wyraża się zatem także w harmonijnym pięknie, ma głęboką wartość estetyczną, ponieważ Bóg, który jest Miłością, pragnie także sprawiać przyjemność człowiekowi w naturze, w pożywieniu, w fizycznym zjednoczeniu mężczyzny i kobiety. Ale wolność, także dar Bożej miłości, pozwala człowiekowi temu wszystkiemu zaprzeczać, gardzić tym i próbować oszpecić i zniszczyć stworzenie. Ale Bóg przyjdzie, aby uczynić sprawiedliwość na ziemi, a Jego sprawiedliwość musi być również rozumiana jako odbudowa wszechświata.

Po prawicy Ojca mamy obraz raju, niebiańskiego Jeruzalem. Wizerunki świętych w białych szatach są zawsze obecne na ikonach Sądu Ostatecznego. Pod tym względem istnieją dwie tradycje. Rzeczywiście, niebo może się uobecniać zarówno przez chrzest, jak i przez Eucharystię. Tutaj pośrodku kompozycji znajduje się chrzcielnica w kształcie krzyża, z wnętrzem pomalowanym w postaci klastrów owoce chrztu: chrzest przenosi nas do ziemi obiecanej, daje nam życie wieczne, czyni nas dziećmi Boże, zaszczepiając w nas boską naturę. Na innych ikonach jest inna reprezentacja: święci Raju są podzieleni na grupy, pośrodku każdej z nich znajduje się stół z chlebem i winem. Mamy więc cztery grupy,

Następnie jest zastęp apostołów, którzy zostali wysłani, aby przynieść sąd Boży, sąd miłosierdzia, poprzez głoszenie Ewangelii wszystkim narodom, i którzy będą również obecni na sądzie ostatecznym. Poniżej znajduje się obraz Nikopeji, „Wszystkich Świętych”, Maryi, początku Kościoła, która poprzedzała nas w Niebie i którą chrześcijanie dokładnie śpiewają i modlą się jako „Królowa Niebios”. Obok niej pojawiają się jako świadkowie dwaj aniołowie raju i ten Dobry Łotr, do którego Chrystus na krzyżu powiedział: „Dzisiaj będziesz ze mną w raju” (Łk 23, 43). Innym ważnym elementem Raju jest to, co Izrael nazywa łonem Abrahama. Dotyczy to Izraela, ale odnosi się również do Kościoła (pomyśl o przypowieści o bogatym Epulonie, który widzi Łazarza w łonie Abrahama, w Ewangelii Łukasza 16, 19-31, lub gdy Jezus w Ewangelii Mateusza 8:11 mówi, że „wielu przyjdzie ze Wschodu i Zachodu i zasiądzie do stołu z Abrahamem, Izaakiem i Jakubem w królestwie niebieskim”). Na tym obrazie pierś Abrahama jest obecna w trzech patriarchach (Abrahamie, Izaaku i Jakubie), którzy są obrazem Raju w całej tradycji Izraela i Kościoła. Poniżej patriarchów znajduje się obraz niektórych mnichów, którzy są blisko Raju, ponieważ już prowadzą życie wyrzeczenia się świata. Przedstawieni są ze skrzydłami, jak anioły, podążając za wskazówkami swojego założyciela (św. Antoniego opata lub innego) i lecą do raju, prawie zanurzając się w nim. Wejście do Raju to Drzwi Święte, obok których znajduje się św. Piotr zaopatrzony w klucz, który wita grupę w procesji, w której rozpoznajemy Dawida, apostołów i świetych.

Po przeciwnej stronie obrazu jest przeciwieństwo Raju, obszaru walki i walki z Bogiem. W historii jest walka, walka z bożkami przedstawionymi na księżycu, w słońcu i gwiazdach, przedstawionych w otwartym zwoju od dwóch aniołów. Ta bitwa rozpoczęła się już na łonie Boga, kiedy niektórzy nieposłuszni aniołowie przeciwstawili się, a następnie zostali wypędzeni przez archaniołów. Ci drudzy są przedstawieni w zielono-niebieskim kole, podczas gdy swoimi włóczniami odrzucają zbuntowane anioły w czarnym kręgu, w którym znajdują się stworzenia pozbawione światła Bożego. Pomiędzy grzechem aniołów a niebem stoi krzyż, symbol odkupienia, który przerwał zgubną logikę grzechu i otworzył bramy raju. Dlatego w tej bitwie zapowiadany jest Jezus Chrystus, Ten, który będzie panował nad światem, i którego królestwu nie będzie końca. Spoczywa ze stopami na kwadratowym stole: tak jak w starożytności uważano, że ziemia ma kwadratowy kształt, tak więc ten obraz wskazuje na panowanie Chrystusa nad historią i nad ziemią.

Obok Chrystusa trzech aniołów nosi znaki męki: kielich, ciernie i gwoździe. Obok trzech krzyży znajduje się gąbka i włócznia. Poniżej znajduje się bardzo ostry i nowoczesny obraz zmartwychwstania zmarłych. Św. Paweł w Pierwszym Liście do Koryntian (15, 52) stwierdza, że ​​„zabrzmi trąba i umarli zmartwychwstaną na nowo, a my zostaniemy przemienieni”. Tak więc tutaj na dźwięk trąb sądu zmartwychwstają umarli owinięci w białe bandaże: groby faktycznie się otworzą i nawet morze zwróci wszystkich utopionych.

Na ten ostateczny sąd zostaną wezwane wszystkie narody ziemi, jak już prorokowano w Starym Testamencie. Dlatego mamy Mojżesza z tablicami Prawa, który wskazuje narodom Mesjasza. Pierwszymi, którzy przejdą przez proces, będą Żydzi, którzy niosą tałas na głowie i na czołach pudełko z szmą , następnie muzułmanie, oznaczeni turbanem w głowie, a następnie stopniowo wszyscy pozostali.

A więc schodzimy do ostatniej części obrazu, poniżej, gdzie przedstawia się piekło: skoro istnieje raj, to jest też piekło. Jest straszny skrzydlaty diabeł, cały czarny, który trzyma na kolanach syna zatracenia, Judasza Iskariotę (zgodnie z tym, co mówi cały Kościół wschodni). Kwadraty obok niego wskazują kary za siedem grzechów głównych w symbolicznej i abstrakcyjnej formie. Na innych obrazach przedstawiających Sąd Ostateczny za każdy grzech wskazana jest specyficzna i straszna kara wieczna: na przykład pożądliwy, który przez całe życie szukał przyjemności ciała, zanurza się w kotle wrzącej smoły, a skąpiec jest przymocowany do głazu.

W centralnej części obrazu dominuje Chrystus Pantokrator. Obok niego znajdują się dwaj świadkowie Chrystusa obecni we wszystkich orientalnych ikonach: stojąca Madonna, która była świadkiem Chrystusa, który trzymała go w swoim łonie, oraz św.Jan Chrzciciel, który go zapowiedział i był poprzednikiem. Ale są też dwie inne postacie, które, świadome tego, że są źródłem wejścia grzechu do historii, wstawiają się za duszami w tym sądzie: są to Adam i Ewa. Ten ostatni, który dotknął owocu drzewa życia, nie ma już rąk. Poniżej znajdują się wszystkie elementy wyroku. Przede wszystkim dusza. Dwóch aniołów odkrywa wszystkie fakty z życia każdego człowieka, całe dobro i zło, które on / ona wyrządził: każdy fakt zostanie przedstawiony Bogu. Sąd każdego życia będzie na Ewangelii, umieszczony nad Arką Przymierza, twarzą do znaków męki. Na tym sądzie dojdzie do silnej walki między naszym aniołem stróżem a diabłem. Zarówno Izrael, jak i Wschód przywiązują wielką wagę do anioła stróża, który zamiast tego nasza zachodnia kultura, ofiara mentalności empirycznej i racjonalistycznej, dostatecznie odłożyła na półkę.  Ale Kościół mocno wierzy w istnienie aniołów stróżów, a także archaniołów i poświęca im dwa ważne święta. Święto Aniołów Stróżów i Archaniołów nie są w rzeczywistości wynalazkamiad libitum , ale konkretny znak tego, w co wierzy Kościół . Lex orandi, lex credendi  ( Prawo modlitwy, prawo wiary): we wszystko, w co Kościół wierzy i modli się  Oriental teolog mówi, że anioł stróż ogromnie kocha duszę, która jest jak towarzysz, ma z nią współnaturalność, broni ją, rozmawia z nią niestrudzenie. Anioł stróż będzie nas bronił nawet pod koniec dni naszego życia, będzie walczył z nami i za nami. Na tym obrazie jest łuska: demon chce pociągnąć łuskę na swoją stronę, by sprowadzić duszę do piekła, podczas gdy anioł stróż z trójzębem poluje na diabła i broni duszy.

Należy wziąć pod uwagę inne elementy. Wielka ręka uobecnia potężną prawicę Boga, śpiewaną w pieśni Mojżesza i podczas każdej Wigilii Paschalnej. To potężne ramię Boga uczyni sprawiedliwość i trzyma niewinnych ludzi przedstawionych jako dzieci. W rzeczywistości Bóg zawsze stanie po stronie niewinnych, ostatnich, tych, którzy nie mogą się bronić, i odda im sprawiedliwość. Ostatnimi z nich są błogosławieni Kazania na Górze, które jest głoszeniem prawdy, ponieważ każdy jest powołany, aby doświadczyć jej we własnym życiu. Ta sprawiedliwość, którą da im Bóg, wskazuje na głęboki sens eschatologiczny, który ożywia Kościół. Na tym obrazie ręka Boga podtrzymuje bezradne, dzieci, które padły ofiarą aborcji, te, które poniosły konsekwencje zła historii, na przykład w obozach koncentracyjnych. Powyżej widać również ampułkę, która zbiera wszystkie męskie łzy. Izajasz mówi: „On usunie śmierć na zawsze, Pan otrze łzy z każdego oblicza” (Iz 25,8).

Wreszcie jest postać, która jest chyba najciekawsza z całej pracy, postać, która jest jak klucz do zrozumienia tego obrazu. To człowiek przywiązany do kolumny: postać obecna w wielu ikonach i orientalnych freskach, która może stanowić klucz do postawy człowieka wobec Prawdy. Uosabia średni, ograniczony, dominujący typ ludzkości, któremu równie obca jest niebiańska głębia i szatańska otchłań. Wschodni krytyk Trubeckoj napisał o tej postaci ważne strony powiązane z kolumną w dolnej części ikony, na pograniczu nieba i piekła. Jest człowiekiem letnim, miernym, przywiązanym do pracy, do rodziny, do swoich małych problemów, myśląc, że życie sprowadza się do wszystkich tych rzeczy, że to jest prawda. To osoba, która dostosowała się do swojej niszy, który ograniczył swoje istnienie do próby ucieczki od cierpienia, który stara się mieć wszystko zapewnione, a nie komplikować życia. Ten człowiek nie przejmuje się Bogiem i Madonną ani zbytnio, ani mało: prawdą jest dla niego to, czego może dotknąć, posiadać, do czego jest zobowiązany. Poza tym ograniczonym horyzontem nie ma nic innego, ani ten człowiek nie myśli, że będzie musiał umrzeć i zostawić wszystko, do czego lgnie. Ale głęboka katecheza tego obrazu głosi i wyznaje, że Prawda nie jest tą kolumną, do której przywiązana jest postać, ale całą kompozycją jako całością. Prawda jest taka, że ​​życie jest walką w sercu historii między dwiema przeciwstawnymi rzeczywistościami: Rajem i Piekłem, Życiem i Śmiercią. Taka jest prawda: że śmierć i życie stanęły naprzeciw siebie w cudownym pojedynku, a Pan życia, który umarł, jest teraz wskrzeszony (Sekwencja Wielkanocna). Kościół przypomina nam, że nikt nie ma nic pewnego, bez względu na to, ile dobrych uczynków według niego osiągnął do tej pory. Nasze małe zabezpieczenia, kolumna, do której byliśmy lub jesteśmy przykuta (pieniądze, uczucia, praca, dom itp.) nie są bezpieczne, gwarantowane, a fakty z naszego życia są po to, aby nam to konkretnie pokazać. Dlatego Kościół zaprasza nas, abyśmy zaczęli iść w kierunku Rajskiej Bramy, ponieważ to do Nieba jesteśmy powołani. Obraz ten jest zatem apokalipsą, objawieniem głębokiego sensu historii każdego człowieka, a raczej całej ludzkości, całego świata. Z tego powodu w medalionie w pobliżu stóp Chrystusa przedstawione są również cztery bestie, o których bestiach mówi Księga proroka Daniela i księga Apokalipsy, bestie, które przeoczają historię i dominują nad nią przez pewien czas . Są to imperia, które następują po sobie, zgodnie z koncepcją uniwersalnej historii zarówno biblijnej, jak i grecko-rzymskiej: imperium asyryjskie, babilońskie, perskie, macedońskie, rzymskie itd. Każde z tych imperiów, które od czasu do czasu dominowało na świecie, zaczęło myśleć o byciu jedynymi, o całkowitej kontroli nad historią, o panowaniu nad światem na zawsze. Ale wszystkie imperia, nawet te dzisiejsze, są nieuchronnie skazane na upadek, aby ostatecznie podporządkować się Chrystusowi, jedynemu Panu historii.

To już ostatni odcinek z cyklu "Deon czy Demon...." Mam nadzieję że czytelnik został oświecony dostatecznie i zobaczył jak wielkie bogactwo tkwi w ikonach Kiko Argüello. Tak naprawdę są one syntezą nie tylko liturgii Kościoła Zachodniego ale i Wschodniego oraz doskonałym połączeniem chrześcijaństwa i judaizmu oraz islamu. Mają one wielka wartość ekumeniczna i nawiązują do jedności wiary i  trzech największych religii świata.

PS. W przygotowaniu suplement do niniejszego tematu.... Już teraz serdecznie zapraszam 😀🙏💪

Deon czy Demon? Refleksja nas słusznością oceny ikony Kiko Arguello przedstawiona w artykule pt. "Oczy wypełnione ciemnością" (cz. 2)



W tym blogu kolejna cześć rozpoczętego tematu, związanego z opublikowanym artykułem na łamach katolickiego czasopisma "Deon", które od jakiegoś czasu publikuje artykuły wzbudzające niemałe kontrowersje. Przyjrzymy się czym tak naprawdę jest ikona, sprawdzimy słuszność twierdzeń znajdujących się w artykule o rzekomo bluźnierczym charakterze ikon Kiko Arguello. Obnażymy prawdę, która mam nadzieje wskaże właściwy kierunek, każdemu kto zechce się zagłębić w ten temat.

No to zaczynamy.

1. Obraz ikon Kiko Arguello przedstawiony w artykule.


Kiko Argüello, "Pantokrator" 
(fot. Rafa Sanahuja / flickr.com (CC BY-NC-SA 2.0))
(tak widzi Autorka Pantokratora w ikonie Kiko. Podpis zamieszczony wyżej pochodzi z artykułu).


Autorka pisze w swoim artykule: " Przyznam, że najbardziej niepokoi mnie na ikonach hiszpańskiego artysty częsta czerń, pojawiająca się zwłaszcza tam, gdzie, zgodnie z kanonem, nie powinna się znaleźć. Owszem, doskonale harmonizuje ona z pozostałymi kolorami, lecz niewłaściwe jej umiejscowienie może wypaczyć przekaz Bożych treści przez ikonę. Czerń wypełnia nimby, mandorle, oczy, jest także kolorem szat. Dopuszczalne są u świętych nimby złote, czerwone, ciemnoniebieskie i ciemnozielone, ale nie czarne. Wyobrażony ponad arkadami prezbiterium madryckiej katedry Almudena Pantokrator widnieje na tle mandorli, którą tworzą trzy koncentryczne kręgi. Kręgi te powinny rozjaśniać się w miarę oddalania się od centrum aureoli, jednak tutaj wewnętrzny krąg jest jaśniejszy w stosunku do graniczącego z nim środkowego kręgu - kręgu w kolorze czarnym."


Czytelnik, który nie ma bladego pojęcia o ikonach Kiko musi przyznać rację bo po prostu nie wie dokładnie jak naprawdę wygląda ikona Pantokratora Kiko. Rzeczywiście widzi tylko zdjęcie oczów w kolorze czarnym zamieszczone w artykule. Roztropny czytelnik zada sobie pytanie, czy tak naprawdę jest?
Zobaczmy.



Ikona Jezusa Chrystusa Pantokratora - Droga Neokatechumenalna 


Powyższa ikona Kiko jest osobnym tworem większej całości. Cała ikona Jezusa Chrystusa Pantokratora wygląda zupełnie inaczej. Poniżej przedstawiam tę ikonę.



Ikona Jezusa Chrystusa Pantokratora - Droga Neokatechumenalna 

Bardzo dobrze jest widoczne, że twarz Jezusa została wydzielona z tej większej ikony. Jak widać całość bardzo pięknie jest skomponowana. Nie widać zupełnie czerni, ani nie przeważa ona w pracy Kiko tak jak sugeruje to autorka. Oczywistym wydaje się, że zastosowanie pewnej "ekstrakcji" oczu Jezusa Chrystusa miało na celu poddanie wątpliwości wysokiej wartości ikon, które są znane i kochane przez wielu wiernych na całym świecie. Mało tego, są zamieszczone w wielu Kościołach całej Europy a nawet świata (większość seminariów Redemptoris Mater znajdujących się na świecie jest przyozdobionych w ikony Kiko, w tym także seminarium znajdujące wie w Warszawie).
Zdecydowanie nie zgadzam się z tym co napisała autorka o zastosowaniu czerni w ikonach kanonicznych. Bo jak rozumieć ikonę Chrystusa Pantorkatora z Góry Synai??? (patrz niżej).




Bizantyjska Ikona Jezusa Chrystusa Pantokratora s Góry Synaj (VI w.)

Ponadto, faktycznie kolor czarny jest stosowany niezwykle rzadko w ikonografii kanonicznej. Jednakże chcę zaznaczyć, że nie dotyczny to zastosowania tego koloru do wykonania źrenic co wydaje się jak dla mnie oczywiste. Mówi się wówczas, że kolor czarny należy złamać, by nie była to czysta czerń: "Czystą czerń stosuje się przedstawiając Otchłań, królestwo grzechu i śmierci na ikonach Bożego Narodzenia (czerń groty symbolizująca kenozę Syna Bożego, Jego zejście w otchłanie grzechu z misją Odkupienia) Ukrzyżowania, Wskrzeszenia Łazarza oraz Zstąpienia do Otchłani. W innych wypadkach ( źrenice, pasma włosów, liternictwo)używa się „złamanej” czerni lub też barwy brunatnej." (podaje za źródłem: Znaczenie kolorow w ikonografi (ikonyswietych.pl) ). Znane jest także zastosowanie czerni w ikonach greckich i bizantyjskich, których przykładem jest ikona zaprezentowana powyżej. 


Należy stwierdzić także, że zastosowanie koloru nie jest decydujące w ikonie gdyż: "Na zakończenie warto przypomnieć, że interpretacja znaczenia symbolicznego koloru w malarstwie ikonowym może ulegać zmianie, w zależności od sąsiadujących ze sobą barw, niuansów kolorystycznych. Kontemplując ikonę warto odczytywać ją przez pryzmat całości oraz pamiętać o jej nierozerwalnym związku ze słowem Pisma i Liturgii, gdyż te niejednokrotnie dają jasne wskazówki, by poprawnie odczytać przesłanie płynące z tej świętej sztuki." (źródło: tamże).


Koniecz cz. II - zapraszam na cześć III

Deon czy Demon? Refleksja nas słusznością oceny ikony Kiko Arguello przedstawiona w artykule pt. "Oczy wypełnione ciemnością" (cz. 1)



Być może tytuł tego bloga wzbudzi kontrowersje ale na dzień dzisiejszy nie potrafię inaczej. Jestem już jakiś czas po lekturze artykułu zamieszczonego w katolickim (chyba??? czasami mam wątpliwości) czasopiśmie Deon i w dalszym ciągu traktuję go jako obraźliwy nie tylko dla ludzi bardzo mocno związanych z artystą, który tworzy te ikony ale także dla katolików, którzy zachwycają się ich pięknem (do nich zresztą sam należę). Dziwię się jak czasopismo, które podaje się za katolickie może dopuścić do publikacji takiego paszkwilu. To wręcz dla mnie nie do pomyślenia. Pozwólcie, że podzielę się z Wami swoimi przemyśleniami.

Do rzeczy, a więc o faktach.



Kiko Arguello




Francisco José Gómez de Argüello Wirtz przychodzi na świat 9 stycznia 1939 roku w León (Hiszpania). Studiuje na Akademii Sztuk Pięknych San Fernando w Madrycie, a w 1959 roku otrzymuje Narodową Nagrodę Nadzwyczajną w dziedzinie malarstwa. Po głębokim kryzysie egzystencjalnym przeżywa poważne nawrócenie, które prowadzi go do poświęcenia życia Jezusowi Chrystusowi i Kościołowi.

W 1960 roku, wraz z rzeźbiarzem Coomontesem i artystą szklarzem Muñozem de Pablos, zakłada grupę zajmującą się badaniem i rozwojem sztuki sakralnej „Gremio 62”. Organizuje wystawy w Madrycie (Biblioteka Narodowa), a w roku 1964 – wskazany przez Ministerstwo Kultury – reprezentuje Hiszpanię na Powszechnej Wystawie Sztuki Sakralnej w Royan (Francja). Niektóre swoje prace wystawia w Holandii, 1965 (Galeria „Nouvelles images”).

Po nawróceniu Kiko oddaje swoją sztukę na służbę Kościołowi. Przez malarstwo, muzykę, a w szczególności przez architekturę i rzeźbę chciałby wspierać „nową estetykę”, która prowadziłaby ludzi do wiary.

Jako malarz zrealizował wiele ważnych dzieł, które można zobaczyć na całym świecie: m.in. w Murcji oraz w Madrycie – wyróżnia się tu zrealizowany w katedrze cykl ikon przedstawiających najważniejsze tajemnice wiary chrześcijańskiej. Kiko namalował ostatnio ogromny fresk w rzymskim seminarium Redemptoris Mater, jego dzieła znajdują się w różnych parafiach Rzymu, m.in. w parafii Męczenników Kanadyjskich, a także w innych miastach we Włoszech, takich jak Piacenza i Perugia. Inny przykład to duży fresk przedstawiający Sąd Ostateczny, który został namalowany w Domus Galileaea (Izrael) – to położone na Górze Błogosławieństw centrum spotkań, które na wyraźne życzenie Jana Pawła II służy również budowaniu mostów z narodem żydowskim.

2. Zarzuty sformułowane w artykule pt.: "Oczy wypełnione ciemnością"

Przypatrzmy się zarzutom, które autorka formułuje.

- kierunek - KUBIZM i ART BRUT

"..W jego dziełach dostrzega się wpływ kubizmu (uczył się w "szkole" Pabla Picassa), sztuki prymitywnej i estetyki art brut. Odzwierciedlenie tego wpływu w religijnej sztuce Kiko Argüello, obecnej w sakralnej przestrzeni, skutkuje de facto posądzeniem artysty o profanację, w tym o profanację ikony. Z pewnością sięgający korzeniami chrześcijańskiej starożytności kanon ikonopisania łamany jest przez hiszpańskiego mistrza w kwestii koloru, co nie oznacza, że prawie wszystkie ikony jego autorstwa należy uznać za bluźniercze..."

Jak wskazuje podstawowa definicja (źrodło: Kubizm - cechy, obrazy, przedstawiciele (eszkola.pl) ) : "Kubizm to awangardowy kierunek w sztukach plastycznych (architekturze i rzeźbie), który opiera się na specyficznym podejściu do bryły geometrycznej. Polega on mianowicie na rozczłonkowaniu bryły na luźno zestawione elementy i rezygnacji z perspektywy.....Tematyka obrazów kubistycznych oscyluje zarówno wokół martwej natury, jak i portretu osoby. Kubizm w założeniu odzwierciedla mechanizm postrzegania przedmiotu przez ludzkie zmysły, które deformują całość, natomiast umysł dokonuje rekonstrukcji. Ważną rolę odgrywa tu również wyobraźnia artysty, która stanowi narzędzie twórcze."



Juan Gris, Portret Picassa, 1912



Myślę, że dwa ostatnie zdania są kluczowe jak również jej początek. Definicja wskazuje, że jest to kierunek awangardowy, wobec czego nie związany ze sztuka klasyczna, czy też kierunek idący pod prąd tradycyjnym formom sztuki. Ważna role kładzie na postrzeganie świata przez artystę, jego wyobraźnie i wrażliwość, a więc całokształt odczuwania świata. Konieczne jest postawienie sobie pytania: czy taki indywidualizm jest zły, niezgodny z wiarą katolicką? Idąc dalej czy może być bluźnierczy???

Odpowiedź na to pytanie zna każdy, kto przezywa swoją wiarę, żyje nią na co dzień a nie od święta. Bóg nie jest monotonny, Bóg nie mówi jednym głosem, Bóg uwielbia dynamizm, Bóg każdego postrzega inaczej. Czy w takim razie Bóg jest zły bo wyłamuje się standardom??? Czy Bóg nie należy do awangardy??? Boga nie da się zamknąć w sztywne ramy, schematy, formułki. Przecież Boga nie da się ograniczyć niczym. Nie można zapominać o tym, że Jezus Chrystus na swoje czasy był rewolucjonistom. Właśnie dlatego Izraelici widzieli w nim nowego namaszczonego przez Boga przywódcę narodu żydowskiego.

Innym kierunkiem, którym według autorki posługuje się Kiko Arguello w swoich dziełach jest art brut. Odwołajmy się ponownie do definicji tego kierunku w sztuce. Definicja jest następująca: "Art brut (sztuka marginesu albo ludzi wykluczonych), z franc. brut – czyli pochodząca ze stanu dzikiego, bez okrzesania – w języku polskim oznacza „ prymitywna, instynktowna”. W języku francuskim pochodzi z piśmiennictwa Jeana Dubuffeta, który pierwszy użył owego określenia, i konotuje „brak kultury”. Oznacza wszelkie formy sztuki tworzonej nieprofesjonalnie i spontanicznie, przede wszystkim przez osoby niekształcone lub dotknięte chorobą psychiczną. Zalicza się do nich szeroko rozumianych prymitywistów, jako twórców bez formalnego wykształcenia artystycznego ( źródło: Art brut – Wikipedia, wolna encyklopedia).



Sztuka Art brut. Zdjęcia pochodzą z galerii interaktywnej

Jeśli zarzucamy Kiko, że nie jest wykształconym artystom to chyba coś nie jest tak. Zresztą to co dotyczy jego wykształcenia zostało już zapisane w pierwszych wierszach tego bloga. Wydaje mi się że to nie jest główny zarzut autorki, która przedstawia ten problem. Dobrze byłoby sobie zadać kolejne pytanie: czy formy prymitywne i proste są niestosowne w wyrażaniu tego co się czuje, całej gamy uczuciowości? Czy przypadkiem także sztuka sakralna nie stosuje takiej techniki, która pozwala poprzez prostotę odkryć bogactwo treści? Czy tak też nie jest z ikoną??? Jeszcze inne pytanie: czy OSOBY upośledzone lub chore psychicznie nie maja głębokich przeżyć, nie maja poczucia piękna? Bo jeśli taka forma jest zła albo niestosowna to mówimy wówczas o dyskryminacji tych którzy są nawet bardziej warci uwagi. Często mówi o tym także sam Papież Franciszek, który mówi za Kościołem by dbać o maluczkich, ubogich, pogubionych. Sztuka art brut należy również do awangardy. Jestem przekonany, że stanowi ona może jedną formę kontaktu z tymi osobami. Formę w której mogą wyrazić siebie, powiedzieć o sobie, krzyczeć co czują. Jest odpowiedzią na bodźce które serwuje im świat. Ponadto pokazuje, że człowiek mimo przeróżnych ułomności, także psychicznych jest OSOBĄ i wymaga troski oraz szacunku. Także ten człowiek jest stworzony na obraz Boży i ma takie samo prawo do życia i umierania jak każdy inny.

O dziwo, te powyżej prezentowane zdjęcia należą także do awangardowej sztuki Art brut. Pytanie: czy są brzydkie? A może są bluźniercze??? Odpowiedź pozostawiam każdemu kto przeczyta ten tekst i być może zechce podzielić się komentarzem...:)

Koniec części 1

Zapraszam na część II - już wkrótce ...