Pokazywanie postów oznaczonych etykietą ikonografia. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą ikonografia. Pokaż wszystkie posty

Tychwińska Ikona Matki Bożej.



Tichwińska Ikona Matki Bożej – jedna z ikon Matki Bożej czczonych w Rosyjskim Kościele Prawosławnym jako cudowne.


Tichwińska Ikona Matki Bożej należy do typu ikonograficznego Hodegetria. Maryja trzyma Dzieciątko Jezus na lewej dłoni, wskazując na nie gestem prawej. Jej poważny wzrok nie jest skierowany w stronę Jezusa, lecz przed siebie; podobny wyraz ma twarz Dzieciątka. Matka Boża ubrana jest w ciemną szatę z gwiazdami na głowie i ramionach, Jezus – w szatę w kolorze jasnoczerwonym.


Tychwińska Ikona Matki Bożej (Tichwinskaja ikona Bożijej Matieri), jak mówi tradycja, została napisana przez ewangelistę Łukasza. Została wraz z Ewangelią i Dziejami Apostolskimi przekazana uczniowi ewangelisty - Teofilowi z Antiochii.Po jego śmierci ikonę przeniesiono do Jerozolimy, a w V w. do Konstantynopola. Umieszczono ją tam w cerkwi w Blachernach, od której otrzymała swą nazwę. W Bizancjum uważano ją za cudotwórczą. Była częstym źrodłem uzdrowień. Przez nią Matka Boża udzielała pomocy podczas najazdów nieprzyjaciół. W 1383 r. ikona opuściła Konstantynopol i w tym samym roku objawiła się rybakom Ziemi Nowogrodzkiej. Ujrzeli ją jak w niezwykłym blasku płynie po wodach jeziora. Ikona zatrzymała się w końcu niedaleko miasta Tychwin. Unosząca się w powietrzu ikona opuściła się na ziemię. W tym miejscu zbudowano drewnianą cerkiew Zaśnięcia Matki Bożej. Świątynię często trawiły pożary lecz zawsze ogień oszczędzał ikonę Bogarodzicy.Na początku XVI w. świątynię drewnianą zastąpiono kamienną. Wokół niej powstał wkrótce męski Monaster Tychwiński. Licznie przybywający do wspólnoty pielgrzymi często byli świadkami uzdrowień, szczególnie ludzi niewidomych. W latach 1613-1614 monaster próbowały zająć wojska szwedzkie. W tym samym czasie pewnej pobożnej kobiecie o imieniu Marta, która wcześniej dzięki modlitwom przed świętą ikoną odzyskała wzrok, objawiła się Matka Boża. Poleciła obnieść ikonę z procesją wokół murów monasteru. Gdy to uczyniono wróg w panice odstąpił od oblężenia. Wkrótce też przed kopią tej ikony został podpisany pokój ze Szwedami. W okresie rewolucji 1917 r. Tychwińska ikona została przeniesiona do Rygi, gdzie przebywała podczas okupacji niemieckiej, po czym została przewieziona do Chicago w USA. Ikona należy do najbardziej czczonych ikon w Rosji. Często wierni modlą się przed nią prosząc o zdrowie dla chorych dzieci. Święto Tychwińskiej Ikony Matki Bożej obchodzone jest 26 Czerwca/9 lipca.


źródła - www.cerkiew.pl, https://pl.m.wikipedia.org/wiki/Tichwi%C5%84ska_Ikona_Matki_Bo%C5%BCej 

Ikona uświęca oczy - to styk rzeczywistości materialnej i duchowej (wywiad z Bp. Michałem Janochą)




- Kontakt z ikoną to coś więcej niż kontakt przez fotografię. Ikona ma coś z sakramentu, jeśli rozumiemy go jako widzialny znak niewidzialnej łaski - oczywiście w odróżnieniu od rozumienia siedmiu sakramentów świętych – mówi pomocniczy biskup archidiecezji warszawskiej.
Bartłomiej Kuczyński: Udział w liturgii był w ostatnich miesiącach utrudniony. Równocześnie wielu wiernych ma w domu ikony. Czy święte obrazy mogą nam jakoś pomóc, zbliżyć nas do Boga?
Biskup Michał Janocha: Oczywiście, że tak. Ale na wstępie trzeba zaznaczyć, że wejście w świat ikony nie jest do zbawienia koniecznie potrzebne. Bywają rozmaite sytuacje, gdy nie mamy dostępu do wizerunków, a modlitwa jest pełna.
Rosyjski myśliciel Siergiej Fudel większą część życia spędził w łagrach i więzieniach. Kiedy się modlił, a prawosławni modlą się na stojąco, stał przed ścianą łagru, która w niczym nie przypominała ikonostasu… Fudel napisał bardzo mądrą rzecz: człowiek wierzący może się obejść bez ikony, a jego modlitwa i tak może być modlitwą głęboką, ale Kościół bez ikony nie może się obejść.


Katechizm Kościoła katolickiego mówi o prywatnym kąciku modlitwy: miejscu z Pismem Świętym, obrazami, gdzie możemy trwać w ukryciu przed Ojcem, a w rodzinach wykorzystywać takie miejsce do wspólnej modlitwy. Co dalej? Jaką przyjąć postawę wobec ikony?

Taką samo, jak wobec Słowa Bożego: szacunek i skupienie. Schopenhauer (zdziwiłby się, że go tu cytuję!) powiedział: kiedy staję przed osobą wysoko postawioną, nie wypada mi pierwszemu zacząć mówić. Powinienem wyciszyć się i posłuchać, co ona ma mi do powiedzenia.

Na czym polega ta moc ikony?

Odwołałabym się do fotografii bliskiej osoby, którą mamy w komórce czy w portfelu. Gdy spoglądamy na fotografię, staje się ona narzędziem spotkania. Przechowujemy ją, bo przypomina nam o bliskiej osobie. Czasem takiej, z którą mamy codzienny kontakt, czasem takiej, która jest bardzo daleko, a może nawet już po drugiej stronie.

Spojrzenie pomaga nam w nawiązaniu kontaktu, który jest utkany ze wspomnień, tęsknoty, ciepłych myśli itd. Jesteśmy tu blisko teologii ikony, która jest teologią obecności.

Warto tu wrócić do VIII wieku, kiedy przeciwnicy obrazów dosłownie wzięli ze Starego Testamentu zakaz tworzenia bożków, rzeźb i wizerunków. Zaczęło się masowe niszczenie ikon. W obronie wizerunków stanęli mnisi oraz liczni wierni pod ideowym przewodnictwem św. Jana z Damaszku, którego myśl jest podstawą teologii ikony.

Przypomnijmy fundament teologiczny: obraz Chrystusa czy Maryi może, a nawet powinien istnieć, bo Bóg stał się człowiekiem. Tego nie ma w żadnej innej religii monoteistycznej. Gdzie nie ma Wcielenia, tam nie ma wizerunków.

W Starym Testamencie zakaz wizerunków pada wprost, bo Bóg jest niewidzialny i nie można Go przedstawiać. Islam też jest aikoniczny, antyikoniczny, choć w Koranie nie ma o tym mowy.

Ikona to znak szczególnej obecności Boga, który wcielił się w materię.

Oczywiście – odwołałem się do więzi z Bogiem, którego nie widzimy, ale który stał się człowiekiem. Tradycja ikonograficzna przekazuje nam Jego wizerunek. Nawet niewierzący wychowany w kulturze europejskiej może rozpoznać Chrystusa, gdy zobaczy ikonę.

Zresztą w tradycji wschodniej bardzo mocno podkreśla się twarz. Jest tam językowe rozróżnienie na lik i lico. Lico to twarz, którą widzimy u każdego człowieka, zaś lik to oblicze przedstawione na ikonie, przebóstwione, w którym jest zapisany boży obraz. To twarz, która jest już, jak powiedziałby Norwid „wyprzedzona przez siebie samą”.

Kontakt z ikoną to coś więcej niż kontakt przez fotografię. Ikona ma coś z sakramentu, jeśli rozumiemy go jako widzialny znak niewidzialnej łaski – oczywiście w odróżnieniu od rozumienia siedmiu sakramentów świętych.

Święta, pełna symboli ikona to także przedmiot, który ma ciężar, rozmiary, skład chemiczny.

Ikona jest bezpośrednią konsekwencją Wcielenia. Wszystkie sakramenty odwołują się do jakichś znaków: do chrztu potrzeba wody, do bierzmowania – oleju, a do Eucharystii – chleba i wina. Ikona to styk rzeczywistości materialnej i duchowej.

Sama droga sporządzenia ikony zaczyna się od ziarna czy drzewa; piły lub siekiery, która musi drzewu zadać śmierć, by przygotować deskę, która będzie leżakowana przez lata; od roślin i zwierząt, które muszą być zabite, by stały się pigmentem i były przemienione w procesie artystyczno-Bożej alchemii w barwy, które w końcu naniesie się na deskę.

Mamy tu całe spotkanie świata stworzonego ze światem ludzkiej twórczości, sztuki, który jest ofiarowany Panu Bogu. W ikonie jest coś nawet eucharystycznego.

Ikona jest ściśle związana z ideą pośrednictwa. W ten sposób, modląc się przed ikoną, nie modlimy się do deski, żółtka i barwników, ale oddajemy cześć Bogu. Dobitnie pisali o tym w ósmym wieku ojcowie na soborze w Nicei: ci nierozumni ludzie [ikonoklaści] mówią: nie ma różnicy między obrazem i jego pierwowzorem (…) Któż nie wyśmieje ich głupoty?

Istotny jest moment nadania imienia ikonie. To, co zaczyna się w sakramencie chrztu z nadaniem imienia, powołaniem człowieka z nieistnienia do istnienia, w ikonie dokonuje się poprzez napis. Poświęcona ikona musi mieć imię: modlimy się do konkretnych osób, do Chrystusa przez Maryję i świętych. Tu mamy z kolei obcowanie świętych.

A z drugiej strony ikona uświęca oczy tych, którzy ją widzą.

Tak, to działa w dwie strony. Poprzez kanon, który artysta dostaje od Kościoła, który wyrasta z doświadczenia mistyków i świętych, kształtuje się poprzez wieki i który jest równoległy do kanonu dogmatów wiary. W związku z tym ikona namalowana według kanonu staje się nośnikiem doświadczenia całego Kościoła.

Ikona najmocniej działa w kościele, w ramach liturgii. Jak to jest, gdy wyjmujemy ją z tego kontekstu?

Ikona jest częścią liturgii i jest z nią integralnie związana. Tęskni za pocałunkiem, za kadzidłem. Prowadzi nas do liturgii, nawet gdy jest od niej oddalona, jak my teraz, w czasie zarazy.

Ale jednocześnie ta sama ikona może być w domu, co pokazuje, że dom jest miejscem wewnętrznej domowej liturgii, domowym Kościołem. A także odwołuje nas do tej świątyni, do której teraz tęsknimy bardziej niż kiedykolwiek. A jednocześnie, bez względu na czas zarazy czy zdrowia, do Niebieskiej Jerozolimy, do której odnosi się cała liturgia i wszystkie sakramenty.






Artykuł, który ukazał się na łamach pisma "Alteia" pt." 
Bp Michał Janocha: ikona uświęca oczy tych, którzy ją widzą, to styk rzeczywistości materialnej i duchowej" - link: Bp Michał Janocha: ikona uświęca oczy tych, którzy ją widzą, to styk rzeczywistości materialnej i duchowej (aleteia.org)



św. Jozef w ikonografii Ziemi Świętej

https://www.facebook.com/100000899180328/posts/5405070299532889/?app=fbl

Moze warto do tej pozycji zajrzeć. Interesująco się zapowiada, zwłaszcza że to napisał specjalista z KUL. 
Serdecznie polecam

Czy upadek świątyni to początek ponownego przyjścia Chrystusa? Ikona Sądu Ostatecznego. Rozważanie.


Ikona pochodzi z Muzeum z Supraśla
XVII wiek, miejscowość Lipie



Zbliżała się pora Paschy żydowskiej i Jezus przybył do Jerozolimy. W świątyni zastał siedzących za stołami bankierów oraz tych, którzy sprzedawali woły, baranki i gołębie. Wówczas, sporządziwszy sobie bicz ze sznurów, powypędzał wszystkich ze świątyni, także baranki i woły, porozrzucał monety bankierów, a stoły powywracał. Do tych zaś, którzy sprzedawali gołębie, rzekł: «Zabierzcie to stąd i z domu mego Ojca nie róbcie targowiska!» Uczniowie Jego przypomnieli sobie, że napisano: «Gorliwość o dom Twój pochłonie Mnie». W odpowiedzi zaś na to Żydzi rzekli do Niego: «Jakim znakiem wykażesz się wobec nas, skoro takie rzeczy czynisz? » Jezus dał im taką odpowiedź: «Zburzcie tę świątynię, a Ja w trzy dni wzniosę ją na nowo». Powiedzieli do Niego Żydzi: «Czterdzieści sześć lat budowano tę świątynię, a Ty ją wzniesiesz w przeciągu trzech dni?» On zaś mówił o świątyni swego ciała. Gdy zmartwychwstał, przypomnieli sobie uczniowie Jego, że to powiedział, i uwierzyli Pismu i słowu, które wyrzekł Jezus. Kiedy zaś przebywał w Jerozolimie w czasie Paschy, w dniu świątecznym, wielu uwierzyło w Jego imię, widząc znaki, które czynił. Jezus natomiast nie zawierzał im samego siebie, bo wszystkich znał i nie potrzebował niczyjego świadectwa o człowieku. Sam bowiem wiedział, co jest w człowieku. (J 2, 13-25)



Czytania wielkopostne zmuszają do refleksji. W tym wpisie chcę się pochylić nad tą Ewangelią. Ostatnio bardzo dużo dzieje się w Kościele katolickim - dużo negatywnego. Ciągle nie słabną echa skandali pedofilskich, masowe jak się przedstawia w mediach akty apostazji oraz malwersacje finansowe nawet na najwyższych szczeblach hierarchii kościelnej. Czy może być gorzej? Przeciętny Kowalski takie sobie zadaje pytanie. Niektórzy także podejmują tematykę „końca świata”, który już stoki za drzwiami. No więc zastanówmy się czy Jezusowi ta obecna sytuacja się podoba? 
Jak łatwo się domyśleć Jezus nie jest z tego powodu zbyt "szczęśliwy". Zresztą podobnie jak w tej Ewangelii. Dlaczego tak jest to chyba jasne. Deptanie przykazań nadanych przez Boga, przeinaczanie przepisów Prawa, a nawet całkowita ich ignorancja. W tej Ewangelii widać dynamizm Jego działalności. Nie boi się wejść ostro i wykazać ze to jest złe co robią Żydzi, to jak spłaszczyli swoją wiarę i jak traktują świątynie oraz kult. Widoczne jest to, że zamiast wielbić Imię Yahwe, widzą czubek własnego nosa i własnych interesów. Jakże bardzo ta scena przypomina nam czasy obecne. 
Trzeba sobie zadać zasadnicze pytanie, które jest kluczem: Czy Bóg będąc miłosiernym Ojcem dokona interwencji podobnej do tej w świątyni Jerozolimskiej i dokona sądu nad grzeszną ludzkością? Myślę że trzeba tu rozdzielić dwie rzeczy, które są nagminnie mylone. Człowiek jest natury osobą grzeszna i niezdolną do dźwigania się z upadków bez pomocy Boga. Jeżeli człowiek nie wejdzie w intymna relacje z Bogiem, który jest jego Stwórcą, niechybnie czeka go wieczne potępienie. Ten etap życia człowieka, a właściwie jego duszy nazywa się w teologii sądem ostatecznym i czeka nas po zakończeniu naszego ziemskiego życia. Innym aspektem jest ostateczne przyjście Jezusa czyli Paruzja na końcu czasów. O tych wydarzeniach miedzy innymi mówi w swoich objawieniach Maryja w Fatimie czy Medjugorie. Rozważając sąd ostateczny trudno nie mieć poczucia, że ostateczne rozliczenie z tym światem to dla każdego wierzącego moment odejścia do domu Ojca. Jednak według nauki kościoła to cos zupełnie innego (Paruzja!!!).
Teraz trochę o ikonie, a może wreszcie przede wszystkim. Ikonę należy czytać od góry. Składa się ona z trzech poziomów. Na pierwszym poziomie od góry widzimy aniołów zwijających firmament nieba, które widzimy dziś. Można się domyślać, że "dziś" przestanie istnieć. Narodzi się nowa rzeczywistość. Śmierć cielesna człowieka to przejście przez bramę do nowego lepszego i wiecznego świta, świata wiecznej doskonałości gdzie jedyną wartość stanowi Stwórca - wieczna chwała stworzenia, doskonałość najwyższa i przedwieczna. Dlatego też Chrystus jest przedstawiony jako Zbawiciel ukazujący rany (obraz męki, śmierci i zmartwychwstania - odkupienia rodzaju ludzkiego), znajdujący się w okręgach mandorli, symbolizujących boskość i chwałę natury. Dzień i noc nie będą istnieć. Jedynym i wiecznym Słońcem będzie Zmartwychwstały i uwielbiony Jezus Chrystus. Na tym samym poziomie znajdują się dwie postacie. Jedną z nich jest Maryja orędowniczka i wspomożycielka ludu pielgrzymującego na Ziemi oraz Jan Chrzciciel symbol ludu, który już przeszedł do wieczności. Grupa Dessis (Jezus, Jan Chrzciciel, Maryja) to figura całości ludu Bożego - narodu wybranego i przeznaczonego do zbawienia. W tym układzie figur można się także doszukiwać symbolicznego ukazania celowości działania Bożego. Bóg w swojej wspaniałomyślności posyłał w historii proroków, którzy mieli obwieścić nadejście Zbawiciela świata, Boga-człowieka, który z miłości odda życie za lud. Ostatnim z heroldów, który łączy czasy starego przymierza z nowym będzie właśnie Jana Chrzciciel. Maryja stojąca po prawej stronie to z kolei kobieta pokorna, pełna ufności w Bożą opiekę, pełna Ducha Świętego, to ta która wie wszystko cokolwiek Jej Syn pragnie dla swoich dzieci. Bogurodzica jest także najkrótszą i najprostszą droga do Boga, jest wzorem dla każdego wierzącego i pragnącego nieustannie zbliżać się do miłującego Stwórcy.
Drugi poziom to rząd apostołów, który po pierwsze przypomina o wierze opartej na św. Piotrze jako zwierzchniku Kościoła świętego ale także na przekazie wiary dokonanej przez apostołów na podstawie ich przekazów ustnych - więc Ewangelii. Jest to także odwołanie do dwunastu szczepów Izraela o których mówi Biblia. Nie można także zapomnieć o tym, że apostołowie wejdą także w skład ławy sędziów, które będą sądzić wszystkie pokolenia od początku aż do skończenia świata. 
Kulminacyjnym miejscem ikony jest Tron znajdujący się w centralnym jej miejscu. Ma on bardzo istotne znaczenie. Jak widać na ikonie, znajduje się na mim krzyż, symbol męki Pańskiej ale także i zmartwychwstania (pusty) oraz księga świętej Ewangelii co oznacza, że będziemy sadzeni z wypełniania nauki naszego Pana Jezusa Chrystusa. Jednak nikt na nim nie zasiada - w sensie osoby ludzkiej, więc jest pusty. Dlaczego? Ten tron czeka na Paruzje, ponowne przyjście naszego Pana. Kiedy nastąpi? - nie wiadomo. „Lecz o dniu owym lub godzinie nikt nie wie, ani aniołowie w niebie, ani Syn tylko Ojciec" (Mk 13,32). Wiadomo jedno - to co mówi ikona - wszyscy będą wpatrywać się w jego oblicze. Jak się dobrze przyjrzeć, postacie na wszystkich poziomach zwrócone są do centrum, a więc do tronu Chrystusa władcy świata.
Warto teraz wrócić do początku tego bloga i do jego tytułowego pytania. Jak można się domyślać odpowiedzi na to pytanie należy szukać w księdze Ewangelii, gdyż to ona zna odpowiedzi na wszystkie nurtujące ludzkość pytania, także i na to. Najlepiej o tym wydarzeniu i wydarzeniach poprzedzających mówi Ewangelia św. Łukasza ale także św. Mateusza, które wyjaśniają w jaki sposób dostrzegać nadchodzącą Paruzję. "Przed przyjściem Chrystusa Kościół ma przejść przez końcową próbę, która zachwieje wiarą wielu wierzących (Por. Łk 18, 8; Mt 24, 12, także KKK poz.675). Jezus ostrzega, że odstępstwo będzie wielkie. Zanikowi wiary towarzyszyć będzie też osłabienie miłości: "a ponieważ wzmoże się nieprawość, oziębnie miłość wielu." (Mt 24,12) Na potwierdzenie tego podobnie a właściwie tak samo pisze o tych wydarzeniach św. Paweł w 2 Liście do Tesaloniczan: „Niech was w żaden sposób nikt nie zwodzi, bo dzień ten nie nadejdzie dopóki nie przyjdzie najpierw odstępstwo i nie objawi się człowiek grzechu, syn zatracenia, który się sprzeciwia i wynosi ponad wszystko, co nazywa się Bogiem lub tym, co odbiera cześć, tak że zasiądzie w świątyni Boga dowodząc, że sam jest Bogiem... ukaże się Niegodziwiec, którego Pan Jezus zgładzi tchnieniem swoich ust i w niwecz obróci samym objawieniem swego przyjścia. Pojawieniu się jego towarzyszyć będzie działanie szatana, z całą mocą, wśród znaków i fałszywych cudów, działanie z wszelkim zwodzeniem ku nieprawości tych, którzy giną, ponieważ nie przyjęli miłości prawdy, aby dostąpić zbawienia. Dlatego Bóg dopuszcza działanie na nich oszustwa, tak iż uwierzą kłamstwu, aby byli osądzeni wszyscy, którzy nie uwierzyli prawdzie, ale upodobali sobie nieprawość" (2 Tes 2,3-12).
W tych trudnych, pełnych grozy słowach, na końcu świta nadzieja. O tym samym poucza także ikona sądu ostatecznego. Spod Tronu (Eptimasi) widać dłoń, trzymającą obrzydliwy jęzor Diabła. To symbol, że Chrystus Pantokrator ma na swoich usługach zło, On wszystko kontroluje, nic nie dzieje się bez Jego wiedzy. Jeżeli zło się rozszerza to znaczy, że Bóg to dopuszcza w jakimś sobie wiadomym celu. Zło później zaowocuje z wielka mocą dobrymi owocami. Bardzo istotne by dobrze rozumieć słowa "Niegodziwiec" i "Buntownik". Tym „Buntownikiem” i „Niegodziwcem” (nazywanym przez św. Jana - antychrystem por. 1 J 2,18; 1 J 2,22; 1 J 4,3; 2 J ,7) – może być zarówno jakiś pojedynczy człowiek, jak i cała ludzkość buntująca się przeciwko Bogu, wynosząca się w swojej pysze ponad Bożą prawdę i Boże prawo, czyli ludzkość siebie samą czyniąca „bogiem”. W innym miejscu zarówno święty Paweł jak Ewangelista św. Jan piszą: "Największym oszustwem religijnym jest oszustwo Antychrysta, czyli oszustwo pseudomesjanizmu, w którym człowiek uwielbia samego siebie zamiast Boga i Jego Mesjasza, który przyszedł w ciele" (Por. 2 Tes 2, 4-12; 1 Tes 5, 2-3; 2 J 7; 1 J 2, 18. 22.) Zanim Chrystus powróci w chwale, ujawni się tajemnica bezbożności "pod postacią oszukańczej religii, dającej ludziom pozorne rozwiązanie ich problemów za cenę odstępstwa od prawdy". (KKK 675)
W tym miejscu trudno nie zadać pytania: czy właśnie nie jesteśmy tego świadkami? Czy przypadkiem słowa Jezusa nie spełniają się na naszych oczach?
Mam nieodparte wrażenie, że obecnie zatarły się wszystkie granice przyzwoitości, nie ma żadnych autorytetów oprócz własnego "JA". Człowiek człowieka traktuje jako potencjalnego wroga, nie jak brata. Ludzkimi poczynaniami rządzą jedynie instynkty. Ludzie zatracili cechy, które odróżniają ich od świata zwierząt. 
Wiele osób myślało, że obecnie panująca pandemia zmieni podejście człowieka do człowieka, że dojdzie do zbliżenia i wzajemnej pomocy, szacunku - nic takiego się nie wydarzyło. Raczej wszystko poszło w całkowicie odwrotnym kierunku. Obserwujemy oddalanie się ludzi od siebie. Spotkania praktycznie nie dochodzą do skutku. Społeczeństwo zaczyna dziczeć i to nie jest tylko problem Polski ale także innych krajów. Zanikają relacje, wkrada się całkowita obojętność i ignorancja drugiego. Przecież człowiek bez drugiego człowieka nie może istnieć, nie może być samotna wyspą..... Czasami chce się powiedzieć: Marana tha.... i na nowo odczytać słowa Ewangelii o powywracanych stołach bo "Gorliwość o dom Twój mnie pochłonie".

Przyglądając się tym wszystkim wydarzeniom oraz kształcie obecnego świata konieczne jest zadać sobie proste ale ważne pytanie: co dalej?
Pięknie tłumaczy i zobrazowuje to trzeci poziom ikony sądu ostatecznego. Pod tronem widoczni są klęczący pierwsi rodzice Adam i Ewa, a za nimi, z jednej strony ci, którzy będą oglądali Boga w jego królestwie, z drugiej strony (tu: Mojżesz) ci, którzy idą na wieczne potępienie, zgodnie z Ewangelią wg św. Jana z rozdziału 5: "Zaprawdę, zaprawdę, powiadam wam, że nadchodzi godzina, nawet już jest, kiedy to umarli usłyszą głos Syna Bożego, i ci, którzy usłyszą, żyć będą. Podobnie jak Ojciec ma życie w sobie, tak również dał Synowi: mieć życie w sobie samym. Przekazał Mu władzę wykonywania sądu, ponieważ jest Synem Człowieczym. Nie dziwcie się temu! Nadchodzi bowiem godzina, w której wszyscy, którzy spoczywają w grobach, usłyszą głos Jego: a ci, którzy pełnili dobre czyny, pójdą na zmartwychwstanie życia; ci, którzy pełnili złe czyny - na zmartwychwstanie potępienia." 

W innym także miejscu Ewangelii św. Jana rozdziale 3 jest napisane: "Albowiem Bóg nie posłał swego Syna na świat po to, aby świat potępił, ale po to, by świat został przez Niego zbawiony. Kto wierzy w Niego, nie podlega potępieniu; a kto nie wierzy, już został potępiony, bo nie uwierzył w imię Jednorodzonego Syna Bożego. A sąd polega na tym, że światło przyszło na świat, lecz ludzie bardziej umiłowali ciemność aniżeli światło: bo złe były ich uczynki. Każdy bowiem, kto się dopuszcza nieprawości, nienawidzi światła i nie zbliża się do światła, aby nie potępiono jego uczynków. Kto spełnia wymagania prawdy, zbliża się do światła, aby się okazało, że jego uczynki są dokonane w Bogu»."
Po dobyciu sądu rzesza zbawionych trafia do "wiecznego ogrodu", do Raju (w obrazie ikonowym jest to teren otoczony murem). Na jego czele znajduje się św. Piotr. On "stoi u drzwi i kołacze, bo wierzy, że jeśli Bóg posłyszy jego głos, otworzy mu i będzie z nim wieczerzał". W ogrodzie już znajdują się zbawieni: Maryja, Abraham, Izaak i Jakub. 

Po przeciwległej stronie widać plastyczny obraz opisany w 1 Liście św. Pawła do Koryntian rozdział 15: " Oto ogłaszam wam tajemnicę: nie wszyscy pomrzemy, lecz wszyscy będziemy odmienieni. W jednym momencie, w mgnieniu oka, na dźwięk ostatniej trąby - zabrzmi bowiem trąba - umarli powstaną nienaruszeni, a my będziemy odmienieni. Trzeba, ażeby to, co zniszczalne, przyodziało się w niezniszczalność, a to, co śmiertelne, przyodziało się w nieśmiertelność." oraz dalej "A kiedy już to, co zniszczalne, przyodzieje się w niezniszczalność, a to, co śmiertelne, przyodzieje się w nieśmiertelność, wtedy sprawdzą się słowa, które zostały napisane: Zwycięstwo pochłonęło śmierć. Gdzież jest, o śmierci twoje zwycięstwo? Gdzież jest, o śmierci, twój oścień?"

Pomiędzy jęzorem ognia a tronem znajduje się waga dusz, na której decydują się losy człowieka. Po lewej stronie walczy z diabłami św. Michał Archanioł, który stara się za wszelka cenę przechylić szalę na swoja stronę. Jest to piękna inscenizacja walki wewnętrznej człowieka również w życiu doczesnym. Każda decyzja, każde słowo przybliżają albo do wiecznego zbawienia albo do wiecznego potępienia.

Los, który spotyka dusze potępione ikona wyobraża jako osoby które są zanurzone w ogniu piekielnym wylewającym się w jęzorze ognia. U jego początku siedzi Lucyfer, który pieszczotliwie trzyma na kolanach Judasza (ale również Antychrysta). 

Myślę, że to w zasadzie wszystko. Pozostaje jeszcze odpowiedź na zadane w tytule pytanie. W tytule decydujące są dwa wyrazy - upadek świątynni. To one wyznaczają szlak poszukiwań odpowiedzi na to pytanie. Upadek świątyni to rozkład życia religijnego, wiary społeczeństwa jako narodu. Bo czyż nie my wierzący jesteśmy świątynią? W tej świątynni chce mieszkać Bóg. W 1 Liście świętego Pawła do Koryntian jest napisane: "Czyż nie wiecie, żeście świątynią Boga i że Duch Boży mieszka w was? Jeżeli ktoś zniszczy świątynię Boga, tego zniszczy Bóg. Świątynia Boga jest świętą, a wy nią jesteście. Jeśli to co zostało napisane jest prawdą, to w myśl tego zdania wyżej odpowiedź jest oczywista dla każdego czytelnika 

c.d.n.

Częściowo w oparciu o fragmenty znajdujące się w artykule opublikowanym w czasopiśmie Fronda pt. Paruzja- przyjście Chrystusa w chwale | Fronda.pl  
Biblia Tysiąclecia 
Katechizm Kościoła Katolickiego 








Czy ze Smoleńska może być cos dobrego? Smoleńska ikona Matki Bożej





Fotografia (poniżej - 1) przedstawia ikonę Matki Bożej Smoleńskiej w otoczeniu św. Jana od Krzyża oraz Proroka Eliasza.



Inna forma ikony (2) Matki Bożej Smoleńskiej 


Ikona (3) Matka Boska Smoleńska w otoczeniu Świętych, XIX w.





W dniu 1 kwietnia, Kościół prawosławny obchodzi wspomnienie Smoleńskiej Matki Bożej tzw. "umilenije". 


Prezentowana ikona należy najbardziej licznego typu ikonograficznego Bogurodzicy (nr 1, 2, 4). Ukazuje bardzo głęboką i intymną więź Syna z Matką. Jest przy tym w pełni chrystocentryczna, podobnie jak każda ikona Matki Bożej. 

Szaty Maryi: czerwony maforion okrywający Jej głowę, niebieska suknia oraz czepek, wskazują na istniejącą w Niej jedność dziewictwa i macierzyństwa, ludzkiej natury i boskiego oddania. Maforion ozdobiony jest złotem (assist), co oznacza potok łask Ducha Świętego. 

Jezus natomiast ma na sobie biały chiton oraz himation biało-żółty ze złotymi liniami – w barwach światła, łaski i świętości. Złoto – kolor boski wskazuje na wieczność i transcendencję.

Dzieciątko Jezus tuląc się do swojej Niepokalanej Matki, dotyka policzkiem Jej twarzy. Ich nimby – aureole są wyraźnie połączone. To złączenie twarzy oraz nimbów wskazuje na ścisłe zjednoczenie Syna i Matki w miłości. 

Ikonę tę można także odczytać w wymiarze eklezjalnym jako obraz Kościoła, który jest w sposób oblubieńczy zjednoczony z Chrystusem (por. Ef 5, 25-27), w którym – jak naucza Katechizm Kościoła Katolickiego – dokonuje się komunia ludzi z Bogiem przez miłość (por. nr 773). 

Bogurodzica jest również symbolem każdej osoby ludzkiej żyjącej w zjednoczeniu z Bogiem w komunii miłości. Prezentowana ikona wprowadza w ten sposób w świat wzajemnej relacji Boga i człowieka: nieustającej tęsknoty osoby ludzkiej za pełnią życia w Bogu. Owo pragnienie Boga, pragnienie zjednoczenia się z Nim, wpisane przez samego Stwórcę w serce człowieka, zaprowadziło wielu na pustynię, aby tam w zupełnym ogołoceniu i w ciszy wsłuchiwać się w nieme Słowo Boga, jednoczyć się z Nim w modlitwie.
Wiele jest przedstawień tej ikony (zamieszczono powyżej teksu), jednak do mnie najbardziej przemawia ta, która znajduje się poniżej (4).




Smoleńska Ikona Matki Bożej (4)


Ikona w sposób szczególny przedstawia pełną miłości i tkliwości relację między Synem a Matką. Bogurodzica jest zamyślona, przytula ku sobie Syna, przeczuwa jakie cierpienia Go czekają… i łączy się matczynym duchem najgłębiej z Jego ofiarą – jak podaje Sobór Watykański II – z miłością godząc się, aby doznała ofiarniczego wyniszczenia żertwa z Niej narodzona (por. KK58).


W innym tłumaczeniu, Matka Boża obejmuje czule Jezusa, przytula go do swojego serca, tak jakby chciała powiedzieć KOCHAM CIĘ MÓJ SYNU. Wydaje się, że Jezus jest tak wtulony, że czuje bicie matczynego serca, a Jego serce odpowiada....I JA TEŻ |CIĘ KOCHAM MAMO. Piękna i niepowtarzalna scena i piękna relacja między Synem i Jego Matką. Ręce Jezusa spoczywają na brodzie Jego Mamy. Wtulony w Jej poliki pragnie wsłuchać się w jej szept. Pomimo tego, że jest Bogiem, ma świadomość skąd pochodzi naprawdę, pomimo to jest Jej uniżony i poddany, jak powinno być poddane każde dziecko. On słucha nie tylko uszami ale całym sobą. Dotknięcie policzkiem to wczucie się w każde nawet najmniejsze drżenie ciała swojej Mamy. Ta ręka na brodzie Matki Bożej ma pomagać maleńkiemu Jezusowi odczytywać intencje Jego cudownej Mamy, która pragnie dla niego wszystkiego co najlepsze. On chce czytać z jej warg jeszcze zanim ona zechce wypowiedzieć jakiekolwiek słowo. Czasami jest odwrotnie - ta ręka Jezusa chce powiedzieć "NIE MART SIĘ, JA WSZYSTKO WIEM, NIC NIE MÓW...." Jezus zawsze wszystko wie, zanim o cokolwiek Go poprosimy, czy też cokolwiek chcemy, mu powiedzieć, On już wie.


Trochę historii ...... :) (ikona nr 3)

Pole środkowe ikony wypełnia Matka Boska z Jezusem w typie Hodegetrii, opisana w inskrypcji jako Smoleńska. Chrystus błogosławi prawą dłonią, w lewej trzymając zwinięty rulon Ewangelii, zasiada po lewicy Marii, która prawą dłonią wskazuje na Emmanuela. W polach bocznych dwie pary świętych ujęte całopostaciowo, z których dwie górne opisane są jako św. Włodzimierz kniaź (książę) równy apostołom i św. Paraskewa Piatnica, męczennica. Dolna para nie może być rozpoznana z powodu nieczytelnych opisów, przy założeniu jednak, że opisy na okładzie stanowią powtórzenie tych z warstwy malarskiej, byliby to prorok Eliasz i św. Eudokia . 

Prototyp ikony należał do wariantów typu Hodegetrii, które miały być namalowane ręką samego św. Ewangelisty Łukasza i które poprzez Bizancjum miały trafić na Ruś. Dzieło miał pozyskać najpierw Teofil, władca Antiochii, po jego śmierci miało trafić do Jerozolimy, skąd cesarzowa Eudokia przeniosła je do Konstantynopola w poł. V w. i podarowała Pulcherii, siostrze cesarza, po czym ikona, otoczona kultem w bazylice blacherneńskiej, miała dokonać wielu cudów. Na Ruś miała trafić za pośrednictwem księżniczki bizantyńskiej Anny, według jednej wersji chodziło o Annę, siostrę Bazylego II, wydaną za Włodzimierza Wielkiego, według innej – o Annę, córkę cesarza Konstantyna Monomacha, ożenioną w poł. XI w. z księciem Czernichowa, Wsiewołodem Jarosławowiczem. Po śmierci księcia Anna miała podarować ikonę synowi, Włodzimierzowi Wsiewołodowiczowi Monomachowi, który wkrótce został księciem Smoleńska, po czym dzieło znalazło się w soborze Zaśnięcia Bogurodzicy w Smoleńsku (Sobór Zaśnięcia Matki Bożej w Smoleńsku – Wikipedia, wolna encyklopedia), ukończonym na pocz. XII w. W XIII stuleciu ikona miała bronić miasta przed Tatarami, a wobec zagrożenia litewskiego ostatni książę smoleński, Jerzy Światosławowicz, miał ją na pocz. XV w. zabrać do Moskwy i pozostawić w soborze Zwiastowania. W poł. XV w. została zwrócona mieszczanom smoleńskim, a jej kopię pozostawiono w soborze kremlowskim. Po zajęciu Smoleńska przez wojska polsko-litewskie ikona trafiła do Moskwy, a potem do Jarosławia, skąd powróciła do Smoleńska w poł. XVII w. W obliczu ofensywy wojsk Napoleona w 1812r. raz jeszcze została wywieziona do Moskwy. Powróciła w tym samym roku, po raz kolejny do smoleńskiego soboru Zaśnięcia Bogurodzicy, gdzie pozostawała do 1941r. – w chwili zajęcia miasta przez wojska niemieckie zaginęła. Oryginalny wizerunek został utrwalony w bardzo dużej liczbie kopii, o nim samym wiadomo niewiele, poza tym, że był bardzo ciężki, a jego odwrocie wypełniał temat Ukrzyżowania. 

Irina Szalina przypomniała, że ikony Hodegetrii zasadniczo były oparte na wzorze, jaki stanowiła najbardziej czczona ikona Konstantynopola i całego Cesarstwa w okresie późnobizantyńskim, tj. Hodegetrii z klasztoru Ton Hodegon. Wykonywane na jej podstawie kopie trafiały m.in. do Moskwy w XIV i XVw. Należała do nich ikona przysłana z Bizancjum w 1381 r. przez arcybiskupa Dionizego do Suzdala lub Niżnego Nowogrodu, po czym przeniesiona do Moskwy w 1386r. W związku z założeniem soboru Wniebowstąpienia Pańskiego na Kremlu. Uszkodzony przez pożar obraz został odnowiony przez Dionizego w 1482r. I stał się wzorem dla kolejnych, szczególnie częstych w końcu XVw. kopii, w których dodawano postaci świętych. Jedna z tych ikon mogłaby służyć za wzór dla ikony krakowskiej, przy czym w niej również nie zachowały się ani tło, ani litery warstwy autorskiej. Datowana na 4. ćw. XVw., należy ona do najstarszych przykładów ikony o rozważanej kompozycji, w której pary tworzą od góry św. Jan Chrzciciel ze św. Jerzym (?) i nierozpoznani święci poniżej. Irina Szalina uznała je za import bizantyński, ewentualnie dzieło malarza greckiego czynnego w Moskwie na przełomie XV i XVIw., czyli jedno z wielu wykonanych przez przybyszów z Południa, a wykonywanych dla moskiewskich monasterów. Popularności ikon z Południa miało sprzyjać małżeństwo cara Iwana III Srogiego (wielki książę moskiewski w latach 1462–1505) zawarte w 1472r. z bratanicą ostatniego cesarza Bizancjum Konstantyna – Zofią Paleolog (ok. 1456–1503), która przywiozła na Ruś greckie ikony. Ikony tego typu mogły być zatem wykonywane dla monasterów, ewentualnie mogły mieć charakter ikon rodzinnych (ros. семейные), w których poszczególni święci dobierani byli jako patroni członków rodu, a zarazem fundatorów tych dzieł. 

W związku z umieszczeniem w polu bocznym św. Włodzimierza należy wspomnieć o legendarnym pośrednictwie w pozyskaniu obrazów bądź relikwii jego małżonki Anny, księżniczki bizantyńskiej, siostry cesarza Bazylego II, co powtarzano także w literaturze staropolskiej. W taki sposób miała być pozyskana ikona Matki Boskiej, czczona przez wiele wieków w lwowskim kościele Dominikanów, po II wojnie światowej przeniesiona do ich kościoła w Gdańsku. W tych i innych wątkach, np. pozyskania relikwii Krzyża Świętego do opactwa Benedyktynów na Łysą Górę, czy nawet obrazu Matki Boskiej Częstochowskiej, można dostrzec ciekawą prawidłowość, a mianowicie, że powtarza się tu motyw chrztu Rusi jako warunku lub przyczyny, dla której dzieła te mogły być przekazane z Bizancjum. Jest tu zatem widoczne echo rzeczywistego napływu zarówno samych Greków, jak i dzieł przenośnych wkrótce po oficjalnym chrzcie Rusi w 988r., a świadectwem tego w tradycji ruskiej jest funkcjonowanie osobnego określenia na najstarsze ikony o rodowodzie greckim, zwane korsuńskimi, jako pamiątki jakoby związane z chrztem, który miał mieć miejsce nie w Kijowie, lecz w Korsuniu, czyli Chersonezie na Krymie. 

Koncepcja łączenia czterech świętych z wizerunkiem Matki Boskiej stanowiła pewien powtarzalny schemat w ikonach środkoworuskich, kojarzący się z zachodnią tradycją czterech świętych dziewic otaczających temat maryjny w retabulach gotyckich. W tym wypadku dobór świętych jest wielce osobliwy, jakby z naciskiem na ich różnorodność – na jednej ramie jest św. Włodzimierz, książę, patron Rusi Kijowskiej, razem ze św. Eliaszem, prorokiem, zatem bohaterem starostestamentowym. Święty Włodzimierz (święto 15 VII) poślubił Annę, siostrę cesarza bizantyńskiego Bazylego II, przyjął chrzest w imieniu swego ludu i państwa, stając się patronem rodu książęcego Rurykowiczów i całej Rusi Kijowskiej. Jego kanonizacja odbyła się na przełomie XII i XIIIw., chociaż domagał się jej już Nestor w Powieści minionych lat. Kniazia obrazowano jako dojrzałego mężczyznę z brodą, w koronie na głowie i z krzyżem w prawej dłoni, niekiedy z synami. Jego szczególną pozycję w panteonie świętych władców podkreślała godność równego apostołom, która zrównywała go z cesarzem Konstantynem Wielkim i tym samym wpisywała w krąg władców idealnych, stanowiących odniesienie dla ich następców. 


Z drugiej strony są święte męczennice wczesnochrześcijańskie – Paraskewa i Eudokia. Święta Paraskewa to jedna z najbardziej popularnych na Rusi męczennic wczesnochrześcijańskich, określana mianem Piatnicy, dla odróżnienia od Paraskewy Tyrnowskiej, pustelnicy bułgarskiej z IXw. Miała ponieść śmierć w czasach Dioklecjana za odmówienie złożenia hołdu idolom. Eudokia zaś, dla odróżnienia od cesarzowej o tym imieniu określona jako męczennica (święto 1 marca), miała być Samarytanką z Heliopolis w Fenicji i ponieść śmierć za cesarza Trajana w IIw. Zgodnie z legendą została nawrócona na wiarę przez pewnego mnicha, po czym przyjęła śluby zakonne, uwalniając wcześniej swoich niewolników i rozdając majątek. Obrazowano ją jako zakonnicę z krzyżem, podobnie zatem jak Paraskewę, a jej wizerunki znane są z Kapadocji i Góry Athos z okresu średniobizantyńskiego, ponownie popularne w ikonach środkoworuskich z XVIIw. Ciekawe połączenie proroka Eliasza ze św. Włodzimierzem można tłumaczyć szczególną rolą proroka jako kaznodziei królów izraelskich, pouczającego o naturze dobrych i sprawiedliwych rządów. W tym kontekście warto przypomnieć o obecności Eliasza w programie kielicha tzw. królewskiego z Trzemeszna z końca XIIw., należącego z racji bogatej treści do tzw. calices imagini et literati. Sceny z Eliaszem, jak również Dawidem i innymi prorokami, opatrzone są inskrypcją:



+VNCTIO.TAM.REGVM.QVAM.VIRTVS. 

MISTICA.VATVM.OMNIBUS.INDVTIS 

XP[ISTV]M.SVNT.SIGNA.SALVTIS 

(= Tak królów namaszczenie, jak proroków moc tajemna 

dla tych, co przybrali szatę Chrystusa, znakami są zbawienia) 

W interpretacji Piotra Skubiszewskiego program miał obrazować równy udział proroków i królów Starego Testamentu w przygotowaniu zbawczego dzieła Chrystusa, co zarazem oznaczało znajomość idei równowagi regnum i sacerdotium głoszonej w środowiskach klasztornych zaangażowanych w reformy kościelne w XIIw. Niewykluczone też, że zestawienie proroka Eliasza z księciem Włodzimierzem opierało się na podobnie demonstrowanych, spektakularnych aktach potępienia kultów bogów pogańskich. Eliasz dokonał cudu z posągiem Baala, którego kult został wprowadzony przez Achaba, króla Izraela, św. Włodzimierz zaś ostentacyjnie niszczył chramy i rzeźby bogów pogańskich, by przyśpieszyć akcję ewangelizacyjną: „rozkazał bałwany wywracać: owe rozsiekać, a inne na ogień wydać”. Zgodnie z przekazem Nestora „Nowy Konstantyn wielkiego Rzymu” polecił zbezcześcić i strącić posąg Peruna do Dniepru. Prorok Eliasz był także porównywany do św. Jana Chrzciciela jako jedna z postaci zapowiadających nadejście Mesjasza i był najczęściej wspominanym prorokiem w Nowym Testamencie. W powyższym kontekście postaci na ramie ikony adorujące Bogurodzicę z Chrystusem jawią się jako walczący z bałwochwalstwem obrońcy wiary i gorliwi czciciele Jezusa.

Inne postacie na ikonie Smoleńskiej Matki Bożej (ikona nr 1).

W górnych rogach ikony znajdują się półpostacie: św. Eliasza i św. Jan od Krzyża – ludzi pustyni. Św. Eliasz uważany jest przez Ojców Kościoła, zarówno Wschodu jak i Zachodu z twórcę i wzór życia pustelniczego. Jest to prorok jak ogień, a słowo jego jak pochodnia (por. Syr 48, 1), dlatego ma na sobie płaszcz w kolorze czerwonym, który jest symbolem ognia i płomiennej żarliwości. Chusta w paski wskazuje na jego prorockie posłannictwo. W ręce trzyma zwój – jest to słowo Boże. Żółta szata spodnia natomiast oznacza napełnienie słowem Bożym, które jest światłem. Prorok Eliasz to duchowy ojciec i prototyp duchowości karmelitańskiej. Obok Niepokalanej Dziewicy jest wzorem dla karmelity jak być człowiekiem pustyni, o niepodzielnym sercu, całkowicie oddanym Bogu. Takim właśnie karmelitom jest św. Jana od krzyża. Widzimy go w prawym rogu ikony. Ma na sobie w strój karmelitański: biały płaszcz i brązowy habit. Biel w ikonografii to kolor czystości i światła, natomiast brąz jest kolorem ziemi – oznacza pokorę. Święty Karmelita ma dłonie otwarte w geście wyrażającym modlitwę, trwanie w Bożej obecności, modlitwę zjednoczenia.



Modlitwa, w której człowiek dostępuje zjednoczenia z Bogiem, nie jest możliwa poza pustynią – poza przestrzenią w człowieku, którą wypełnia cisza. Maryja, która jest wzorem modlitwy jest jednocześnie Niewiastą pustyni (por Ap 13, 6). Należy podkreślić, że modlitwa nie jest wyłącznie dziełem osoby ludzkiej. Jest ona dziełem Ducha Świętego. Maryja była Mu zawsze uległa. Jej poruszenia zawsze pochodziły od Niego – stwierdza św. Jan od krzyża. Kościół Wschodni Niepokalaną Dziewicę nazywa “naczyniem Ducha Świętego” oraz “Nosicielką Ducha” – tak samo nazywano u Ojców Pustyni ludzi, dla których modlitwa była sposobem życia. Pismo podaje, że “Maryja zachowywała wszystkie te sprawy i rozważała je w swoim sercu” (Łk 2, 19), dlatego jest Ona wzorem modlitwy wewnętrznej, modlitwy pustyni, modlitwy zjednoczenia.

Obecna ikona Matki Bożej Smoleńskiej znajdująca się w Soborze Zaśnięcia Matki Bożej jest kopią ikony pochodzącej najprawdopodobniej z XVI - XVIII w.(5).



Z kolei polski Autokefaliczny Kościół Prawosławny za smoleńską ikonę Matki Bożej uważał wizerunek znajdujący się w monastyrze w Supraślu (6).



Ostatecznie jednak ikona ta pozostała nazwana Supraska Ikona Matki Bożej. Historia tej ikony jednak wskazuje, że pochodzi ona z ręki zupełnie innego autora i są znaczące różnice. Cytując za Wikipedią : "Według tradycji prawosławnej ikona była darem biskupa smoleńskiego Józefa dla monasteru w Supraslu, przekazanym bezpośrednio po jego fundacji[2]. Informacje o ikonie maryjnej, bez precyzyjnego opisu, znajdują się w pierwszym spisu inwentarzowym wyposażenia klasztornych świątyń – Rejestrzyku z 1557[1]. W 1898 archimandryta Mikołaj (Dołmatow) w swojej monografii monasteru utożsamił tę ikonę z czczoną w klasztorze Supraską Ikoną Matki Bożej. Podał także, że był to wariant Smoleńskiej Ikony Matki Bożej. Pewne różnice między obydwoma wizerunkami miały wynikać ze zmian naniesionych na ikonę po obrzędzie jej koronacji, dokonanym w okresie przynależności klasztoru do unickiego zakonu bazylianów[1]. W 1915, gdy mnisi suprascy udali się na bieżeństwo, zabrali ze sobą wizerunek, razem z wieloma innymi elementami cennego wyposażenia[1]. Biskup białostocki Włodzimierz, będący równocześnie przełożonym monasteru, zabrał wizerunek do cerkwi Opieki Matki Bożej na Fosie w Moskwie[3]. Ikona nigdy nie została ponownie przywieziona do Supraśla, ostatecznie zaginęła. Współcześnie (początek XXI w.) w monasterze czczona jest jej kopia[1].

W 2012 historyk sztuki Joanna Tomalska stwierdziła, na podstawie analizy fotografii ikony z pocz. XX wieku, że wbrew upowszechnionej wersji wizerunek opisany przez archimandrytę Mikołaja nie pochodził z XVI w. i nie był to dar biskupa Józefa. Zdaniem badaczki zarówno detale obrazu, jak i użyta technika światłocienia świadczą o wykonaniu wizerunku dopiero w XVII stuleciu, jak również o tym, że dzieło nie musiało pochodzić z pracowni prawosławnego twórcy. Jako możliwego autora wskazuje flamandzkiego malarza Bartłomieja Pensa, który wykonał wizerunki maryjne dla katolickich sanktuariów w Świętej Lipce i w Białej Podlaskiej oraz dla kaplicy zamkowej w Malborku[1]. Tomalska podkreśla również, że różnice między Smoleńską Ikoną Matki Bożej a wizerunkiem przechowywanym w Supraślu są zbyt znaczne, by traktować ten drugi jako kopię pierwszego. Różnice te dotyczą ułożenia rąk Dzieciątka Jezus oraz maforionu Maryi[1]. Jeśli teza Tomalskiej jest słuszna, ikona podarowana monasterowi w momencie fundacji musiałaby zostać skradziona lub zniszczona po 1557. Być może została zastąpiona przez nowszy wizerunek po przejściu klasztoru do Kościoła unickiego."


Czas chyba odpowiedzieć na zadany w tytule pytanie: Czy ze Smoleńska może być cos dobrego?

Już w ponad 10 letniej tradycji polskiej, Smoleńsk ma tylko jedno skojarzenie - katastrofa smoleńska - w której zginęło 89 osób. Jedni odnoszą się do tego faktu z dumą inni ubolewają nad tragedią, a jeszcze inni doszukują się kolejnego celowego zamachu władz Rosji na narodzie polskim. Smoleńsk ma jednak wiele odcieni. Oprócz tych związanych z drugą wojną światową (Katyń - miejsce kaźni polskich oficerów oraz inteligencji), także posiada bogatą historię związana z Matka Bożą i jej tradycjami ikonowymi. Dla prawosławnej Rosji to także brama zachodnia, której broni Smoleńska Ikona Matki Bożej, a z kolei od strony wschodniej broni również Ikona Matki Bożej Kazańskiej. Co ciekawe zarówno Ikona Matki Bożej Smoleńskiej jak i Ikona Matki Bożej Kazańskiej jest powiązana z historią narodu polskiego. Jest w tym pewnie jakaś tajemnica, tylko któż ją zdoła odgadnąć.........Bóg to wie. 

c.d.n.


Cytaty pochodzą z tekstu Pana Mirosława P. Kruka (Muzeum Narodowe w Krakowie) - więcej o autorze znajdziesz na: Mirosław Piotr Kruk – Wikipedia, wolna encyklopedia
Opracowano także na podstawie: Karmelici Bosi, Kielce, Kielce - Karmel.pl, Karmel.pl - Strona Krakowskiej Prowincji Zakonu Karmelitów Bosych
Inne źródła: